Zostawił mnie złamaną / rozbitą, jak szklanka na podłodze. Ten ekspresyjny wers zaśpiewany anielskim pewnym siebie głosem, otwiera tytułowy utwór debiutanckiej płyty Rosie Carney – Bare [2019].
To niezwykły album. Powstał w wyjątkowo niesprzyjających
warunkach, nakładającej się na siebie serii niepowodzeń związanych z
próbą rozpoczęcia kariery. Po zwodniczych długotrwałych perturbacjach z
dużym wydawcą, Rosie Carney realizuje własną artystyczną wizję pod
opieką niezależnej londyńskiej wytwórni Akira Records.
Na folkowej skali polubień album
dwudziestoletniej Irlandki błyskawicznie osiągnął maksymalne noty. Płyta jak mało która, zaskakuje dojrzałością formy – a trzeba w tym miejscu
przypomnieć, że mamy do czynienia z solowym debiutem. Jeszcze w nagraniu
przedpremierowym Awake Me,
Rosie cichym szeptem prosi ciemność o wsparcie. Tutaj – olśniewa już
pewnością siebie, fantastycznie ustawionym głosem i liryczną biegłością trzymającą słuchacza w emocjonalnej uwięzi.
Przeskok w to, co subtelne jest
natychmiastowy dzięki transcendentalnym zdolnościom Rosie do
podtrzymania zainteresowania. Wielką siłą nagrań jest ich emocjonalna
intensywność krążąca wokół relacji ze światem zewnętrznym. Liryka
ballad bardzo często przybiera kontemplacyjną formę słowno – muzycznego
ciągu i trochę przypomina zawieszoną atmosferę nagrań Laury Marling z
pamiętnego albumu Once I Was An Eagle [2013].
Ponieważ realistyczne brzmienie płyty silnie intensyfikuje doznania obecności,
lęki i nadzieje Carney możemy doświadczać niemalże fizycznie poprzez wspólnotę
odczuć.
Kiedy ścieżka utworu Bare od pierwszego wersu paraliżuje dosłownością, dwie minuty później pojawiają się kaskadowe linie fortepianu, które wzmacniają efekt
wewnętrznego rozdarcia. W nagraniu Thousand opowiadającym o walce babci Rosie Carney z demencją rolę łagodzącą przekaz bierze na siebie gość specjalny – Lisa Hannigan wspomagana delikatnymi muśnięciami werbla. Kompozycja 7, rozdzierającym serce chóralnym zawołaniem: Zawsze będę sama, podkreśla udrękę życia w samotności, ale – jak wskazuje artystka: samotność bywa kreatywną muzą, pozwalającą na refleksję potrzebną do wydobycia własnego ja i odejścia od mroku przeszłości. Tak więc, gdy album kończy przepiękny, czysto fortepianowy utwór Bud
(rose) staje się jasne, że triumf płyty polega na zaufaniu w
metamorfozę młodej Irlandki – która jest kluczowa w tym momencie,
ponieważ sygnalizuje, że nie jesteśmy sami a nasze
niepowodzenia, równie szybko mogą zamienić się w pasmo zwycięstw.
Trzeba posłuchać: Bare, Thousand, Awake Me, Zoey
Ocena: ✪✪✪✪✪✪✪☆☆☆ 7/10
Photo: Global Net
Wspaniały głos i niezwykle silna osobowość. Jestem autentyczne zaskoczona poziomem płyty:))
OdpowiedzUsuń