Rozpad Black Midi okazał się twórczym mnożnikiem. Każdy z byłych członków zabrał ze sobą fragment DNA oryginalnej grupy – eklektyzm, gęstość brzmienia, nieprzewidywalność. Cameron Picton potrzebował jednak więcej czasu niż Geordie Greep , by osiągnąć podobny rezultat. Teraz nowy zespół i debiutancki album Camerona Pictona – My New Band Believe [2026] stał się naturalnym centrum uwagi w tej rywalizacji. Picton postawił sobie dwa cele: żadnych instrumentów elektrycznych i żadnych odniesień do Black Midi, ale obie zasady łamie już w pierwszych sekundach trwania płyty. Ta niesubordynacja dobrze oddaje charakter całego projektu – pękającego od ambicji, wymykającego się definicjom, balansującego między folkiem a progresywnym rockiem, między uporządkowaną strukturą a chaotyczną improwizacją. To debiut błyskotliwy, miejscami genialny, ale też mający swoje wady. Otwierający album Target Practice łagodnym gestem wprowadza słuchacza w świat Pictona. Kiedy smyczki trafiają na ...
Przez długi czas hiperpop wydawał się zjawiskiem nie tylko estetycznie wątpliwym, ale wręcz kulturowo podejrzanym. Kiedy mniej więcej dekadę temu wszedł z hukiem do szerokiego obiegu, brzmiał jak coś zupełnie niepojętego: muzyki krzykliwej, bezczelnej, poszatkowanej, świadomie odmawiającej chwili skupienia. Połamane struktury, nagłe zwroty akcji, przesterowana elektronika, wokale i plastikowy nadmiar wszystkiego sprawiał wrażenie hałaśliwego bałaganu, który eksplodował w głowie, zostawiał ślad i znikał, zanim zdążyliśmy zadać pytanie, komu i czemu właściwie służy? To pierwsze, dość powierzchowne wrażenie nie w pełni oddaje istotę całego zjawiska. Hiperpop wyrósł przecież z konkretnego środowiska klasowego, ekonomicznego i technologicznego: z internetu przyspieszonego, memicznego, podporządkowanego logice korporacyjnych platform i algorytmów. Jego forma wydaje się idealnie skrojona pod bezmyślne scrollowanie. Nie domaga się cierpliwego trwania ani uważnego studiowania twórczych koncepcj...