Brytyjski twórca Jacob Allen działający jako Puma Blue wykonuje ruch dość ryzykowny – bierze zestaw znaków rozpoznawczych swojego brzmienia i przestawia je w stronę tarcia. Na płycie Croak Dream [2026] nie chodzi o prostą zmianę klimatu ani modę na nostalgicznie brzmiące sample. To album o stanie emocjonalnym, w którego centrum tkwi obsesyjne pytanie o naturę więzi, o cenę zaufania, o to, co pozostaje w pamięci, gdy senna mara o śmierci dobiegnie końca. Odpowiedź nie pada wprost, choć narracja całego materiału jest zadziwiająco spójna jak na artystę skłonnego do eksploracji mglistych sygnatur tym razem zorganizowanych wokół nisko pulsujących, mrocznych krajobrazów. Od strony stylistycznej Croak Dream zanurza się w trip-hopie, puszcza oko w stronę jungle, korzysta z sennej poświaty lo-fi, po czym nasyca te ramy elementami niepokoju. Allen od dawna łączy przydymione R&B z gitarą dotykającą natchnionych nut, ale tym razem produkcja ma w sobie więcej napięcia. Mięsisty ryt...
Obszerna dyskografia Billa Callahana przypomina spokojny marsz przez krajobraz, gdzie cisza unosi ciężar znaczeń, a pojedyncze słowo potrafi otworzyć całe niebo. Amerykański muzyk i poeta dysponujący barytonem niskim jak dno studni, z prostych zdań konstruuje narzędzia do mierzenia spraw ostatecznych. W jego piosenkach na próżno szukać fajerwerków. Wystarczy kilka akordów, cichy takt i jeden wers, żeby zawarta w nim myśl została z nami przez długie tygodnie. Początki pod szyldem Smog niosły surową intymność nagrań brzmiących jak notatnik prowadzony nocą. Tam zrodziła się metoda: wykroić z życia mały kadr, ustawić go w świetle i poczekać aż zacznie przemawiać językiem skierowanym na szczegół. Callahan pisze jak ktoś, kto ufa rzeczom: zwierzę, rzeka, samochód, deszcz, miasto, jabłko, łóżko, światło w kuchni. Te rekwizyty są jego alfabetem. To z nich powstają utwory o miłości, samotności, męskiej wrażliwości nieuciekającej w pozę. Artysta potrafi być zabawny, okrutnie szczery...