Przejdź do głównej zawartości

Posty

Trafić w czuły punkt emocji

Twórczość Hani Rani  – polskiej pianistki, wokalistki i kompozytorki   wyrasta z rzadkiej umiejętności słuchania świata tak, jakby był gotową partyturą. Jej muzyka opisuje emocje, korzystając z materii subtelnej: szmeru świata zewnętrznego, akustyki pomieszczeń, stukotu klawiatury otwartego pianina, drżenia strun. W kompozycjach Rani dźwięki otoczenia nie pełnią funkcji efektu specjalnego, stają się współautorem narracji – czasem głównym bohaterem: delikatnym, kruchym, niepozornym, ale niosącym znaczenie. W centrum tego języka zazwyczaj stoi fortepian traktowany klasycznie i intymnie. Rani nie ukrywa fizyczności instrumentu. Przeciwnie, eksponuje mikroszczegóły: szelest mechanizmu, stukot klawiszy, skrzypienie siedziska, pracę pedału, stłumiony odcisk filcu. Takie brzmieniowe drobiazgi budują wrażenie bliskości, jakby słuchacz siedział tuż obok, gdzie w przestrzeni słychać muzykę, a także jej narodziny. Ten rodzaj bliskości łączy się z elektroniką, pogłosami, warstwami dronów ...
Najnowsze posty

Oddychając nadmorską bryzą

W muzyce Searows przyroda oddycha, szumi, osiada na skórze jak wilgoć znad Pacyfiku, stając się równorzędnym bohaterem wewnętrznego rozdarcia. Alec Duckart wychowany w Portland pisze tak, jakby każdy wers powstawał w półmroku świerkowego lasu, a każde niedopowiedzenie miało smak kryształków soli niesionych wiatrem z wybrzeża. Ta geografia nie jest mapą. To układ nerwowy jego twórczości. Death in the Business of Whaling [2026] jest drugim krokiem artysty budującego świat ściśle związany z naturą, gdzie emocjom towarzyszy zmienna pogoda, a czułość i bezsilność przypominają prądy morskie, raz spokojne, raz rozrywające brzeg.  Jeśli debiutancki album Searows – Guard Dog [2022] trwał w niedopalonej ciszy, nowa płyta idzie w stronę większej objętości i aranżacyjnej odwagi. Chodzi o lekko zamgloną atmosferę i produkcję Trevora Spencera, w której instrumenty tworzą rozmyte kontury, pogłosy rozciągnięte jak horyzont, smyczkowe cienie i gitarowe harmonie zebrane na kształt indie-folkowego ...

Pustynny blues w cieniu modularnych syntezatorów

Imarhan od dekady funkcjonują jako jeden z najciekawszych głosów współczesnej sceny tishoumaren: muzyki pochodzącej z tuareskiej tradycji gitarowej, ale chłonącej współczesne motywy stylistyczne, których trudno szukać u innych wykonawców uprawiających desert blues. Pochodzący z Tamanrasset kwintet od początku wyróżniał się szczególnym zmysłem melodycznym – potrafił ubrać surową, transową konstrukcję pustynnego bluesa w ornamentykę kojarzoną z arabskim Maghrebem, nie tracąc przy tym charakterystycznej melancholii i rytmicznej sprężystości. Na płycie Essam [2026] ta cecha staje się znakiem rozpoznawczym, ale też osią, wokół której zespół buduje najbardziej odważną, dopracowaną brzmieniowo narrację w całej dyskografii.  Album od pierwszych minut zwraca uwagę sposobem prowadzenia produkcji. Emile Papandreou wzbogaca świat Imarhan o dodatkowy wymiar. Eteryczne syntezatory modularne nie konkurują tu z gitarami ani warstwą rytmiczną, lecz tworzą dla nich rozległy horyzont. Dzięki temu ...

Upadek Planety X

Sleaford Mods to intrygujące zjawisko na styku muzyki, kultury i reportażu społecznego. Duet, który za pomocą minimalistycznych środków wyrazu produkuje broń masowego rażenia, a z pozornie prymitywnej formy, narzędzie precyzyjnej diagnozy brytyjskiej codzienności. Ich twórczość jest jednocześnie punkową kontynuacją tradycji mówienia prawdy wprost, a zarazem współczesnym strumieniem społecznego buntu, bezradności, ironii.  Trzon Sleaford Mods stanowią dwie barwne postaci: Jason Williamson – autor tekstów i wokalista, którego styl to coś pomiędzy melodeklamacją a monologiem wściekłego stand-upera oraz Andrew Fearn odpowiedzialny za warstwę muzyczną, bity i proste, zapętlone podkłady. Co ważne, szkielet rytmiczny twórczości Sleaford Mods jest celowo surowy, powtarzalny, czasem wręcz ascetyczny, jakby miał tylko trzymać puls, żeby słowa mogły uderzać z maksymalną siłą. Ten minimalizm ma sens społeczny. Sleaford Mods brzmią tak, jak wygląda rzeczywistość, o której opowiadają: tan...

Gdy muzyka wymyka się etykietom

Począwszy od debiutu New Long Leg [2021] brytyjska formacja Dry Cleaning konsekwentnie ustawia poprzeczkę dla współczesnego postpunku: nie przez eksponowanie brudu gitar i nerwowego tempa, lecz przez precyzję obserwacji i świadome rozmieszczenie napięcia między chłodną narracją a impulsywną tkanką nagrań. Wydany rok później Stumpwork [2022] był krokiem w stronę większej melodyjności, ale dopiero Secret Love [2026] brzmi jak płyta, na której wszystkie siły zespołu: liryczna, aranżacyjna i producencka spotykały się w jednym, dojrzałym punkcie. Zamiast medialnie wracać po "długiej przerwie", nowy album pojawił się jak logiczna kulminacja: bardziej dramatyczny, bardziej różnorodny, ale wciąż rozpoznawalny po kilku taktach.  Najważniejszym instrumentem zespołu nadal pozostają monologi Florence Shaw, pozornie beznamiętne, ale precyzyjnie modulowane, skrojone pod mikroobserwacje i nagłe skręty w absurdalny ton. Jego sarkastyczne poczucie humoru działa jak stabilny horyzont, wzg...

W objęciach flamenco

Sztuka flamenco działa na słuchacza jak dobrze opowiedziana historia: wciąga, przyspiesza tętno, potrafi zranić i uleczyć w tym samym momencie. Gdy jej centrum stanowi gitara uzupełniona żarliwym wokalem, powstaje uczucie napięcia pomiędzy dyscypliną a spontanicznością, precyzyjnym rytmem a nieprzewidywalnym wybuchem emocji. Urok tej kombinacji bierze się z faktu, że muzyka flamenco niczego nie udaje. Jest żywą energią samą w sobie. Słychać w niej chropowatość głosu, napięcie oddechu, gwałtowność ataku strun, na których wisi cały sens. Flamenco często rodzi się z niedoskonałości: z pęknięcia barw, z szorstkiego vibrato, z uderzenia palców o pudło gitary brzmiących jak niezdarny krok na wyboistej drodze życia. Słuchanie flamenco przypomina wejście do świata o własnych prawach czasu. Wiele stylów flamenco opiera się na cyklach rytmicznych compás przypominających koło: cykle wracają, ale za każdym razem niosą inną energię. Nawet na słuchacza nieznającego teorii, compás działa instynkt...

W półmroku niepewnej przyszłości

Been Undone – Dark Side Mix [2026] brzmi jak wiadomość wysłana z pogranicza snu i technologicznej jawy – niczym komunikat o stanie ludzkości w epoce, która sama siebie przyspiesza. Peter Gabriel wraca tu w formie rozpoznawalnej, a jednak wycofanej o pół kroku w stronę cienia. To nie jest powrót nostalgii, raczej ponowne wejście do laboratorium, gdzie emocje bada się jak zjawiska fizyczne, a intymność przybiera chwiejną formę o nieprzewidywalnej dynamice. Już sam tytuł pierwszego utworu Petera Gabriela otwierającego cykl comiesięcznych księżycowych premier, sugeruje ruch wsteczny – rozmontowanie czegoś, co dotąd trzymało sieć wzajemnych powiązań, relacji, tożsamości, pewności siebie. Tytuł Been Undone niesie w sobie dwuznaczność: bycie "odczynionym" jak z zaklęcia i bycie "rozebranym" z wielu warstw, z narracji, z ochronnych masek. I właśnie to odsłanianie jest tutaj najbardziej intrygujące, bo nie daje ulgi w postaci kulminacji, tylko wciąga w stan ciągłej uważ...

Między Dylanem a Everly Brothers

Dwudziestoletnia kariera Jerry’ego Legera to przykład rzadkiej dziś konsekwencji: bez wielkich kampanii reklamowych, bez medialnych skandali, za to z niezmiennie wysokim poziomem pisania piosenek i żelazną dyscypliną wydawniczą. Kanadyjczyk kojarzony dotąd głównie z nurtem Roots i Americana, na płycie Waves Of Desire [2025] wykonuje wyraźny zwrot w stronę klasycznego popu – jednak nie tego współczesnego, ale zakorzenionego w latach 60 i 70, opartego na chwytliwych melodiach, instrumentalnym rzemiośle, i historiach opowiedzianych w trzy, cztery minuty. Okoliczności powstania płyty dodają jej szczególnego kontekstu. Waves Of Desire został nagrany w przerwie europejskiej trasy, w historycznym studiu Maarweg w Kolonii, nieprzerwanie działającym od lat 50. To miejsce, w którym aura analogowej przeszłości nie jest tylko wystrojem, lecz sprawnie działającą infrastrukturą – pomieszczeniami z naturalną akustyką i sprzętem pamiętającym inne epoki nagraniowe. Leger przyjechał tam ze swoim...

Podróż zamiast ucieczki

Debra Fotheringham – doświadczona piosenkarka, autorka tekstów, gitarzystka, perkusistka, pisarka i poetka, której głos od dawna jest potężną siłą na scenie muzycznej Utah, rezyduje w Salt Lake City i od ponad dwóch dekad tworzy utwory łączące w sobie artystyczną wrażliwość z wyrafinowaną muzykalnością. Mając na koncie trzy płyty studyjne, Fotheringham właśnie wydała  Valley of Annihilation  [2025] swój czwarty, najbardziej ambitny projekt w dotychczasowej karierze. Piosenkarka będąca w równym stopniu gawędziarką, jak i eksploratorką dźwięku buduje karierę, łącząc gatunki zawsze zakorzenione w autentycznych doświadczeniach, za każdym razem sięgając po coś głębszego.  Po przeszło siedmioletniej przerwie Fotheringham wraca z płytą domykającą okres ciszy. Materiał powstały w pandemicznej samotności Vermont jest zapisem ruchu: geograficznego, emocjonalnego i duchowego. Fotheringham bierze na warsztat amerykański mit wędrówki i odwraca go do wewnątrz – to nie eskapizm, ale od...

Źródło domowego ogniska

Real Warmth [2025] to płyta o domu, który już dawno przestał być tylko adresem. W świecie Joan Shelley , amerykańskiej twórczyni muzyki folkowej domem są ludzie: z którymi się gra, śpi w busie, krąży między studiami i salami koncertowymi, których codzienne troski bierze się na siebie. Ten album jest jak atlas takich miejsc – zapis wędrówki artystki z Kentucky na północ, z rodzinnego Louisville do małego miasteczka w Michigan, a potem jeszcze dalej – do Toronto, gdzie znalazła tymczasową przystań.  Shelley od lat buduje reputację jednej z najsubtelniejszych autorek współczesnego folku. Na kilku wcześniejszych płytach Over and Even [2015] czy Like the River Loves the Sea [2019] dominowała oszczędna forma: gitara, głos, drobne przesunięcia harmonii. Nowy album wciąż zachowuje ten sam idiom, ale przenosi go w przestrzeń zbudowaną na zespołowym brzmieniu kreślącym bardziej wyraziste ramy. Producent Ben Whiteley, znany choćby z pracy z The Weather Station zaprasza Shelley do kana...

Przyglądaj się słonecznikom

Muzyka ma moc budzenia nas, usypiania, albo przenoszenia w oniryczne światy. Nowy album Adeline Hotel – Watch the Sunflowers [2025] oferuje wyjątkowe zwieńczenie wszystkich trzech możliwości. Działa jak wzrok odzyskujący pole widzenia: najpierw pojawia się zarys, kilka kolorów, linia horyzontu, dopiero z czasem ujawniają się detale, włókna materii, drobiny kurzu unoszące się w powietrzu. Wcześniejsze płyty Adeline Hotel dryfowały w łagodnej mgle folkowego minimalizmu. Watch the Sunflowers ujawnia niemal medytacyjny charakter. Dan Knishkowy – jedyny stały członek Adeline Hotel, a jednocześnie właściciel wytwórni Ruination Record , umieszcza wydawnictwo gdzieś pomiędzy kruchą intymnością twórczości Sufjana Stevensa a pastoralną melancholią Nicka Drake’a, koncentrując wysiłek twórczy na cierpliwej sztuce dostrzegania.  Album liczy zaledwie siedem utworów, a jednak sprawia wrażenie większej całości, czegoś pomyślanego jako środkowy rozdział złożonej trylogii. Nowojorski tw...

Głośniej, ale wciąż refleksyjnie

Parader [2025] otwiera przed Keatonem Hensonem nowy rozdział, do którego prowadzą wszystkie dotychczasowe płyty, szkice i ucieczki – od akustycznej intymności, po klasyczne kompozycje i instrumentalne azyle. Brytyjski artysta, od lat zaszufladkowany jako patron "smutnej muzyki" wreszcie pozwala sobie na to, by być głośniejszy, cięższy, spontaniczny i paradoksalnie przez to jeszcze bardziej refleksyjny. Ta płyta nie jest ucieczką od melancholii, lecz próbą sprawdzenia, co się stanie, gdy emocje znane ze skrajnie depresyjnych ballad artysty zamieszkają w świecie garażowego rocka. Współpraca z amerykańskim producentem Alexem Farrarem wnosi rockowy sznyt: rozchwiane gitary, czytelny rytm perkusji i powiększone, bardziej szorstkie brzmienie. Nie ma tu jednak gestu zerwania. To raczej poszerzenie kadru. Zamiast zamykać się w kruchej akustycznej formie, Henson sprawdza, czy jego filigranowy głos i emocjonalna nadwrażliwość wytrzymają konfrontację z przesterem rockowego pędu. Okazu...

Atlas tradycji i eksperymentów

Słoweńskie trio Širom wracają z albumem In The Wind Of Night, Hard-Fallen Incantations Whisper [2025] potwierdzającym ich wyjątkową pozycję w odtwarzaniu i pielęgnowaniu folkowych tradycji. Samo Kutin, Ana Kravanja, Iztok Karon po raz kolejny dowodzą, że ich twórczość to nie etykieta a metoda patrzenia na muzykę: zakorzenioną, lecz niezakutą w skansen, czułą na przeszłość, a zarazem odważnie patrzącą w przyszłość. Ta płyta jest dziełem dojrzałym, gęstym i wyjątkowo spójnym. Przypomina rodzaj muzycznego atlasu wskazującego szlaki biegnące od lokalnych tradycji, po współczesne spojrzenie na świat zewnętrzny. Brzmienie Širom powstaje z ręcznie wykonanych instrumentów, z przedmiotów znalezionych, z materii akustycznej rezonującej z ciałem i powietrzem, ale forma tych nagrań podpowiada bardziej współczesne pokrewieństwa. Słoweńskie trio myśli jak twórcy muzyki elektronicznej: budują dramaturgię z niewielkich zmian, z minimalnych przesunięć harmonii, wysokości barwy i pulsu. Kolejne warst...

Jaka piękna katastrofa

Literatura od zawsze najchętniej patrzyła na losy człowieka z dwóch perspektyw: kiedy znika horyzont albo kiedy kończy się ląd. Na najnowszej płycie  The Mountain Goats , John Darnielle – lider zespołu splata obie chwile w jedną opowieść i robi to z wrażliwością reżysera, który rozumie, że proroctwo jest łatwiejsze niż odpowiedzialność. Muzycy zespołu muszą to powiedzieć swoim bohaterom – rozbitkom drżącym przy ognisku. Through This Fire Across from Peter Balkan [2025] to album o granicach wiary, zaufaniu do drugiego człowieka i o milczeniu, które zostaje, kiedy to zaufanie znika.  Założenie jest krystaliczne jak woda oceanu: trzech mężczyzn przeżywa katastrofę, trafia na brzeg i czeka na ratunek, który nie nadchodzi. Jest uważny narrator, jest kapitan Peter Balkan, którego fatamorgany przeradzają się w urojone mapy zbawienia, jest wreszcie Adam – cichy trzeci, znikający między jednym a drugim utworem, wchodzący w głąb morza jak w ostatnią obietnicę. Zespół prowadzi ten dram...

W blasku świetlistego poranka

Zapracowany wirtuoz gitary Steve Gunn tworzy mnóstwo wartościowej muzyki. Kilka tygodni temu wydał album instrumentalny Music For Writers [2025], a wcześniej współpracował z liczną grupą znakomitych artystów takich jak: Ryley Walker, Kurt Vile, perkusistą Johnem Truscinskim czy z awangardowym zespołem Beings. Teraz gitarzysta wrócił do trybu piosenkarza, kompozytora, autora tekstów i jest gotowy ogłosić nowe, solowe wydawnictwo niezwiązane z żadnym projektem pobocznym.  Steve Gunn na płycie Daylight Daylight [2025] rezygnuje z rockowej energii wcześniejszych produkcji, by wsłuchać się w szept drewna, strun i oddechu studyjnych pomieszczeń. To płyta o cierpliwości i uważności. Czterdzieści minut muzyki i siedem premierowych utworów wcale nie prosi, by wpuścić je do środka. Spokojnie czeka na moment, kiedy słuchacz uchyli drzwi. Gdy jest gotowy to zrobić – wszystko staje się jasne: świt pyszni się tu czerwienią liści jesiennego klonu, a czas płynie jak mgła nad wyspą stuletnich dę...

Przepływ zamiast ludzkiego ciężaru

Daniel Lopatin – amerykański wizjoner i twórca muzyki elektronicznej pod szyldem Oneohtrix Point Never od lat buduje własne archiwum pamięci i czasu, ale na nowej płycie Tranquilizer [2025] zamienia rolę kustosza przypadkowych dźwięków w rolę performera. Tym razem impuls twórczy nie przychodzi z telewizyjnych ścinek czy manipulacji cyfrowych formatów, lecz z odzyskanych, znikających i powracających bibliotek sampli – narzędzi z założenia użytkowych, które Lopatin przetapia w materiał czysto muzyczny. To album narodzony z ulotności całego zbioru, ale zamiast lęku przed nieodwracalnym zanikiem słychać w nim zgodę na przepływ – akceptację, że wszystko może zostać zapisane i jednocześnie wymyka się spod kontroli. W efekcie powstała płyta mniej konceptualna w deklaracjach, a bardziej instynktowna w geście, jedna z najbardziej przyswajalnych odsłon Oneohtrix Point Never od lat.                        Od pierwszych chwil Tranquilizer...