Przejdź do głównej zawartości

Romans z różnorodnością



Dublińska formacja Fontaines D.C., znana z surowej energii i postpunkowego brzmienia, otwiera nowy rozdział w swojej karierze albumem Romance [2024]. To dzieło stanowi znaczące odejście od ich wcześniejszych produkcji, ukazując zespół w procesie artystycznej ewolucji, gdzie punkowy zgiełk ustępuje miejsca zróżnicowanym dźwiękom bliższym współczesnej narracji stylistycznej. Romance to album, na którym Grian Chatten  charyzmatyczny frontman zespołu, mierzy się z wewnętrznymi demonami związanymi z nagłym wzrostem popularności. Jego osobista podróż pełna lęków, wątpliwości i poszukiwań przenika całą płytę, nadając jej wymowny introspektywny charakter, przy jednoczesnym zachowaniu grupowej świadomości odnoszącej się do irlandzkich korzeni zespołu, wciąż mających niebagatelne znaczenie w kształtowaniu atmosfery nowych utworów.


Już singiel promujący Starburster sygnalizuje zauważalną przemianę. Fontaines D.C. nie tylko przekraczają granice postpunka, ale także wkraczają na terytorium muzycznego eksperymentu, gdzie gitara ustępuje miejsca dusznym hip-hopowym akcentom, elektronice i orkiestrowym aranżacjom. Konfrontujący, schizofreniczny charakter głównej postaci idealnie wpisuje się w ustalone ramy. Kim jestem? Dlaczego postępuję w ten sposób? Czego ode mnie oczekują? Czy powinienem w pełni wcielić się w rolę idola, wykorzystać ją, wyeksploatować? Jaki jest sens istnienia w społeczeństwie napędzanym szaleństwem? To ostatnie pytanie rozwija treść kompozycji In the Modern World, w której wszechobecna pustka może wzbudzić poruszenie, a jednocześnie przekierować świadomość słuchaczy na nieco głębsze wartości skutecznie ignorujące wielkomiejski chaos, otępiający bałagan czy napierające uczucie rozpaczy. Osobiste refleksje Griana Chattena na temat depresyjnych skutków wymuszonej izolacji tworzą tutaj przejmujący obraz artysty wrażliwego na zmiany, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. 

Centralnym punktem płyty jest utwór tytułowy, w którym Chatten świadomy roli lidera, snuje rozważania na temat miłości, lojalności i związków z ojczyzną. To nie tylko hołd dla jego irlandzkich korzeni, ale też głęboka zaduma nad własną tożsamością z precyzyjnie zakreślonym miejscem na ziemi. Trzeba też jasno dodać, że w obrębie Romance, Irlandczycy wcale nie zrezygnowali z postpunkowego napędu charakterystycznego dla dwóch pierwszych płyt. Są dłużnikami tego brzmienia i dodają sporo gitarowych akordów nawiązujących do przeszłości i The Cure. Tutaj – jak nigdy wcześniej pojawia się przebłysk świadomości, że grupa długo nie przetrwa tylko z ciężkimi utworami. Może dlatego Favourite jest przewiewny, letni, podnoszący na duchu, o wyraźnie marzycielskiej urodzie. Piosence towarzyszy teledysk z osobistymi zdjęciami z rodzinnych albumów, gdzie każdy członek zespołu odsłania trochę prywatności. 

Grian Chatten osiągając trzydziestkę, w zasadzie może odetchnąć z ulgą. Wykorzystuje upływające lata, by podążać za własną wizją. Czy to dojrzała postawa, czy raczej zimna kalkulacja, że buntownicze nastawienie może w końcu wywołać efekt odwrotny do zamierzonego? Jak teraz, z perspektywy odpowiedzialnie zaplanowanych zmian wygląda składanie prowokujących wersów w poetyckie opowieści? – bo Romance to przede wszystkim siła słów pełnych czułości. Przyjazny, prawie dream popowy Motorcycle Boy stoi na skrzyżowaniu stylistyk, gdzie lata osiemdziesiąte ustępują nadchodzącej dekadzie. Perkusja spada niczym przelotne krople deszczu, próbując jeszcze dogonić stracony czas, by potem objąć nowe "teraz", ale w utworze Sundowner wciąż drzemie uzależniająca tęsknota za ciemnością. Czy można przefiltrować nieznośne cierpienie i kontynuować podróż niczym lekkoduch? A może wieczna udręka to podstawowa potrzeba życiowa hartująca naszą osobowość? Death Kink zdaje się dociekliwie drążyć temat. Nagranie zachowuje pilność złośliwych utworów Pixies; to charakterystyczny flirt z twardym i łagodnym brzmieniem, który dominował na początku lat dziewięćdziesiątych. 

Znakomita większość piosenek Romance gra ze słuchaczami w orła i reszkę. Przypomina dwie przeciwstawne siły Yin i Yang nieodłącznie związane ze sobą, energicznie akcentujące nowo wypracowaną wszechstronność Irlandczyków. Z Jamesem Fordem w roli producenta, możemy być spokojni o efekt. Ten doświadczony mistrz konsolety studyjnej w przeszłości pracował już z Arctic Monkeys, Blur i Foals, a ostatnio był współodpowiedzialny za powrót Depeche Mode i solową płytę Beth Gibbons z Portishead. Jednak rockowi puryści czy sympatycy surowego brzmienia dwóch pierwszych płyt mogą zatęsknić za irlandzkim, pełnym pasji temperamentem czy nonszalancką postawą zespołu. Nowy album symbolizuje poobijany romans – niekoniecznie z otoczeniem, ale z wewnętrznymi przeciwnościami. Fontaines D.C. zastajemy w trakcie wielkiej przemiany, gdzie postpunkowe wzorce są tylko jednym z elementów nowego otwarcia.


XL Recordings, 2024
Foto: Pinterest

Komentarze

  1. Niewierny Tomasz23 sierpnia

    Odważna mieszanka stylów, ale i tak najlepiej wypadają kawałki z szorstkim rockowym pazurem, więc na razie słucham tej płyty od końca - tam jest ich najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. bądźmy kwita24 sierpnia

    rzetelna produkcja, aktualne teksty, muzycznie kilka przebłysków otwierających się na nową grupę odbiorców, lekcje odrobili

    OdpowiedzUsuń
  3. < kantor wymiany >24 sierpnia

    Nawet zgrabnie wyszli poza schemat, ale i tak najciekawsza przy tej premierze jest moja reakcja. Najpierw na nie, teraz na tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to wróży dłuższy "romans" z nową płytą Irlandczyków.

      Usuń
    2. < kantor wymiany >24 sierpnia

      Coś w tym musi być.

      Usuń

Prześlij komentarz