Przejdź do głównej zawartości

Rytuał



Jon Hopkins jest cenionym brytyjskim artystą, który przez ponad dwie dekady nieustannie przesuwa granice muzyki elektronicznej, eksperymentując z dźwiękiem na poziomie technicznym, klasycznym i metafizycznym. Jego najnowszy album Ritual [2024] stanowi kulminację tych poszukiwań, będąc zarazem odważnym, jak i głęboko przemyślanym dziełem, które integruje jego wcześniejsze twórcze eksploracje z nowymi, wyraźnie zarysowanymi koncepcjami.

Już od pierwszych dźwięków płyty słychać, że Hopkins podąża ścieżką zapoczątkowaną albumami Immunity [2023], Singularity [2018] oraz Music for Psychedelic Therapy [2021]. Pierwsza z wymienionych płyt tętniła brutalną intensywnością, druga otwierała kanały medytacyjne, a trzecia inicjowała niemal nieskończoną przestrzeń dźwiękową, którą słuchacz mógł wypełniać własnymi interpretacjami. Ritual łączy te elementy w sposób niemal transcendentalny, tworząc album pełen kontrastów – od monumentalnych po refleksyjne. 


Jednym z najbardziej intrygujących aspektów Ritual jest sposób, w jaki Hopkins przeplata różne stany emocjonalne i dźwiękowe, prowadząc słuchacza przez płynny proces, który zdaje się nie mieć wyraźnych granic. To poczucie nieskończoności i przewodnictwa jest szczególnie odczuwalne, gdy part v – evocation przechodzi w part vi – solar goddess return i dalej w part vii – dissolution. Ostatecznie album kończy się natchnioną refleksją w part viii – nothing is lost, gdzie delikatne dźwięki fortepianu pozwalają na spokojne przetrawienie wielobarwnej, dalece emocjonalnej podróży bezpiecznie doprowadzającej słuchacza do finałowego katharsis.
                                                                                        
Ritual to nie tylko muzyka – to doświadczenie mające na celu prowadzenie słuchacza w głąb własnego umysłu i duchowości. Hopkins, inspirując się zmienionymi stanami świadomości, medytacją i hipnoterapią, tworzy dzieło, które nie tylko eksploruje wyższe stany, ale również je wywołuje. Brytyjczyk oferuje wzorzec, który stanowi szablon dla przygody w oświeceniu – śmiały w kreowaniu zredukowanych form i emocjonalnej głębi, czerpiący ogromną siłę z nieustannych, ale urzekających powtórzeń. Jak sam dodaje: wydaje się, że to tylko narzędzie, a może nawet maszyna do otwierania portali w twoim wewnętrznym świecie do odblokowywania rzeczy, które są głęboko ukryte. Co ciekawe, Hopkins jest pierwszym, który na serio przyznaje, że cała twórczość nie pochodzi od niego. Jest czymś w rodzaju daru łaski znajdującym źródło w utworach muzyki dewocyjnej, od sufickich pieśni religijnych czy indyjskiego Dhrupadu po Bacha i Faurégo. Tak więc nazywanie nowej płyty Hopkinsa ambientem, nie oddaje w pełni tego, co leży u podstaw zamysłu twórcy  celebracji rytuału: pomocy w odpuszczaniu, przebaczaniu i uwolnieniu przepływu miłości. 

Ritual zapraszania słuchaczy do zadumy – niezależnie od tego, czy chodzi o zagubienie się w hipnotycznych pętlach, zanurzenie się w elektronicznych meandrach, czy stworzenie muzyki, która zabierze nas w daleką podróż. Cokolwiek Hopkins zdecyduje się eksplorować: wyższe stany, wyższe koncepcje, czy wyższą świadomość, końcowy rezultat niezmiennie pozostaje na tym samym, mistrzowskim poziomie.


Domino Recording, 2024
Foto: Imagene Barron

Komentarze

  1. Wydaje mi się, że Ritual w gruncie rzeczy jest jednym zwartym utworem podzielonym na osiem umownych części. Większość płyty wydaje się celowo pasywna z kompozytorskiego punktu widzenia. Utwory utrzymują stałą tonację, brzmienie i dublujące się motywy rytmiczne, a to, czy uznamy to za atrakcyjne, całkowicie zależy od tego, jak bardzo odnajdziemy się w medytacyjnym charakterze premierowych nagrań. Album dla koneserów gęstych ambientowych form. Posłuchać warto.

    OdpowiedzUsuń
  2. < kantor wymiany >07 września

    W poprzednim wpisie gospodarz zaraził mnie refleksyjnym spokojem utworów Chihei Hatakeyama & Shun Ishiwaka i Guy Blakeslee. U Jona Hopkinsa - idąc dalej tym tropem, motywy indeksów 7 i 8, chyba najbardziej do mnie przemówiły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bartek Sikora07 września

    Podoba mi się na tej płycie mocno podkreślona rola bębnów. W rytuałach ich powtarzalność zawsze pełniła ważną rolę "hipnotyzera" wprowadzającego w trans. Tutaj jest podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszne spostrzeżenie, ale trzeba też dodać, że bębny dopiero z potęgą basu nabierają tu odpowiedniej masy.

      Usuń

Prześlij komentarz