Przejdź do głównej zawartości

Sztuka latania



Drugi album brytyjskiej formacji WunderhorseMidas [2024] z całą pewnością nie jest propozycją dla słuchaczy poszukujących spokojnego, bezbłędnie wygładzonego brzmienia. Album pełen rockowej surowości sprawia wrażenie występu na żywo. Po sukcesie debiutanckiej płyty Cub [2022] Wunderhorse ewoluował z solowego projektu Jacoba Slatera do formacji złożonej z czterech pełnoprawnych muzyków. Midas jest efektem tej transformacji, pełnym odniesień do grunge’owej epoki lat 90. Zaczynając od motywu latania i bycia postrzeganym jako zbawca w utworze Superman, przez symboliczne nawiązanie do wizerunku ptaka na okładce, aż po zamykające album nagranie Aeroplane – płyta stanowi spójną całość, w której tematyka nieskrępowanej wolności przenika cały materiał.


Otwierający płytę utwór tytułowy to buntownicza eksplozja energii, którą zespół niemalże karci słuchacza, od razu wciągając go w wir rockowych emocji. Kolejny utwór Rain jest przykładem doskonałej współpracy zespołu. Gitarzysta Harry Fowler, perkusista Jamie Staples i basista Pete Woodin dostarczają solidnych partii instrumentalnych, które w połączeniu z wokalem Jacoba Slatera tworzą coś, co chwilami przenosi słuchacza w emocjonalne rejony grunge’owych uniesień. Jednym z wyróżniających się utworów jest Emily, wprowadzający nas w klimat refleksyjnej introspekcji. Jego kontrast z utworem Silver buduje atmosferę napięcia prowadzącą słuchacza przez zawiłą narrację pełną metafor i symboli. Głęboko poruszającym nagraniem jest również wyróżniająca się aranżacyjną prostotą ballada Superman, ukazująca Slatera w najbardziej wrażliwej odsłonie. Z kolei zamykający album dziewięciominutowy Aeroplane zabiera słuchacza w daleką podróż, w której otwarta przestrzeń, niebo i wolność stają się głównymi elementami lirycznej narracji. 

Wunderhorse albumem Midas udowadnia, że rock wcale nie musi być perfekcyjny, aby był potężny. To album pełen surowej energii, autentycznych emocji i artystycznej wolności, czerpiący z klasyki gatunku, pozostający wierny rockowej stylistyce, ale zgrabnie nasyconej współczesną narracją – co jak napisał jeden z moich czytelników: dobitnie pokazuje, że do tzw. końca muzyki rockowej jeszcze daleka droga. 


Communion Group, 2024
Foto: Press

Komentarze

  1. Rockmaniak22 września

    Mimo oczywistej powtarzalności słucha się tego o niebo lepiej, niż wymęczonych jęków mistrza D. Gilmoura.

    OdpowiedzUsuń
  2. bądźmy kwita22 września

    czyżby zgorzkniały Waters miał jednak rację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rockmaniak22 września

      Nie sądzę. Jego ostatnie gnioty wcale nie są lepsze.

      Usuń
  3. Bartek Sikora22 września

    Jestem mile zaskoczony, każde podejście do tej płyty sprawia, że coraz więcej kawałków przykleja mi się do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  4. Areoplane rozległy i przepiękny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barry N.Y.C23 września

      Kilka mocniejszych grunge'owych akcentów również.

      Usuń

Prześlij komentarz