Począwszy od debiutu New Long Leg [2021] brytyjska formacja Dry Cleaning konsekwentnie ustawia poprzeczkę dla współczesnego postpunku: nie przez eksponowanie brudu gitar i nerwowego tempa, lecz przez precyzję obserwacji i świadome ustawienie napięcia między chłodną narracją a impulsywną tkanką nagrań. Wydany rok później Stumpwork [2022] był krokiem w stronę większej melodyjności, ale dopiero Secret Love [2026] brzmi jak płyta, na której wszystkie siły zespołu: liryczna, aranżacyjna i producencka spotykają się w jednym, dojrzałym punkcie. Zamiast medialnie wracać po "długiej przerwie", nowy album pojawił się jak logiczna kulminacja: bardziej dramatyczny, bardziej różnorodny, ale wciąż rozpoznawalny po kilku taktach.
Najważniejszym instrumentem zespołu nadal pozostają monologi Florence Shaw, pozornie beznamiętne, ale precyzyjnie modulowane, skrojone pod mikroobserwacje i nagłe skręty w absurdalny ton. Jego sarkastyczne poczucie humoru działa jak stabilny horyzont, względem którego muzyka Dry Cleaning może się wyginać, pęcznieć, szarpać i rozświetlać. Shaw potrafi jednym zdaniem obnażyć atmosferę wzajemnych relacji, jak w utworze The Cute Things, gdzie zespołowy impas streszcza ciętą ripostą: Mamy być z tego samego jajka, ale się mylisz. To nie śmieszne hasło na koszulkę, tylko trafne rozpoznanie: bliskość nie gwarantuje porozumienia, a wspólny interes często bywa źródłem nagłych konfliktów.
Zawartość liryczna Secret Love opiera się na podobnie skonstruowanych scenach: szara codzienność jest tu kopalnią treści, którą zespół podnosi do rangi sztuki przez sam fakt opisu. Dry Cleaning wydobywają z prozy życia napięcie, jakie zwykle ignorujemy i robią to bez znieczulenia. W Let Me Grow and You’ll See the Fruit narrator deklaruje samowystarczalność i zdradza, jak bardzo potrzebuje odcięcia od świata zewnętrznego, który pragnie kontroli, rozprasza, narzuca się i stale wymaga uwagi. Wielką siłą płyty jest to, że zespół nie pozwala, by ten strumień świadomości zamienił się w monotonię. Gitarzysta Tom Dowse buduje linie ruchliwe, sprężyste, pełne drobnych irytacji. Bas Lewisa Maynarda nie tylko trzyma, ale modeluje przestrzeń, a perkusja Nicka Buxtona potrafi być surowa, a zarazem elastyczna – pulsująca znaczeniami.
Nieprzypadkowo album firmuje produkcyjnie Cate Le Bon – artystka, która chłodny dystans potrafi zamienić w iskrę. Jej ręka na Secret Love jest wyczuwalna w sposobie, w jaki brzmienie zostaje wyostrzone nie przez sterylność zapisu, tylko przez selektywną iluminację. Najlepiej słychać to w piosence Blood, gdzie wrażenie narastającej paranoi nie wynika z pojedynczego ujęcia, lecz z całości: pogłosy, drobne przesunięcia akcentów, napięcie między powtarzalnością a niepokojącą zmianą. To utwór idealnie trafiający w nerw naszych czasów, a mechanizm rozproszenia działa tu jak oskarżenie i autoportret jednocześnie.
W utworze otwierającym płytę rozedrgana struktura Hit My Head All Day przypomina spacer przez miasto karmione dezinformacją: funkowe strzępy, nerwowe cięcia, narastająca klaustrofobia. A potem – wbrew oczekiwaniu pojawia się syntezatorowy motyw przypominający, że nawet w najgęstszym szumie można otworzyć korytarz spokoju. Zespół nauczył się pracować kontrastem nie tylko tekstowo, ale dramaturgicznie i aranżacyjnie: teraz buduje napięcia, które coś znaczą, zamiast tylko trwać. To, co w starszych nagraniach było stylistycznym rygorem, tutaj staje się językiem bardziej pojemnym.
Secret Love jest więc płytą, na której Dry Cleaning poszerzają formułę bez rozmywania tożsamości. Brytyjczycy nadal mówią o drobiazgach, ale robią to tak, że małe okazuje się ważne i pełne sprzeczności: śmieszne i straszne, ostre i czułe, wewnętrzne i zewnętrzne, prywatne i społeczne. To album o kontroli, przynależności, rozproszeniu i sekretach, które nosimy w kieszeni jak fiszki pisane do siebie samych.
4AD, 2026
Foto: materiały prasowe wytwórni

Komentarze
Prześlij komentarz