Prawdopodobnie żyjemy na końcu pewnej epoki: po wielkich obietnicach, po nadziei, po kulturze, może nawet po samym języku, który coraz częściej wydaje się złożony z losowych zdań maszynowej przypadkowości. Greg Freeman , amerykański muzyk indie rockowy dopisuje do tej listy jeszcze rock’n’roll. Zostało więc niewiele. Jednak życie toczy się dalej, choć przestało być jasne, dokąd właściwie zmierza. All Set the Bone [2026] jest płytą o tym dziwnym "dalej", o napięciu, stracie, zmęczeniu i poczuciu, że wszystko ważne wydarzyło się już wcześniej. Freeman zaczyna od słów: Czas dołączyć do świata, który spieprzyłeś – jakby na nowo chciał oswoić miejsca, z których chcielibyśmy uciec. Jednak album nie jest wizją katastrofy – bardziej projekcją małych końców przeżywanych po cichu, jak również upartą potrzebą, żeby coś z tego rozpadu ulepić. Freeman nie szuka łatwego pocieszenia. Artystę interesują chwile, gdy człowiek musi przyjąć konsekwencje własnych decyzji i przełożyć konkr...
o muzyce z kulturą