W muzyce Searows przyroda oddycha, szumi, osiada na skórze jak wilgoć znad Pacyfiku, stając się równorzędnym bohaterem wewnętrznego rozdarcia. Alec Duckart wychowany w Portland pisze tak, jakby każdy wers powstawał w półmroku świerkowego lasu, a każde niedopowiedzenie miało smak kryształków soli niesionych wiatrem z wybrzeża. Ta geografia nie jest mapą. To układ nerwowy jego twórczości. Death in the Business of Whaling [2026] jest drugim krokiem artysty budującego świat ściśle związany z naturą, gdzie emocjom towarzyszy zmienna pogoda, a czułość i bezsilność przypominają prądy morskie, raz spokojne, raz rozrywające brzeg.
Jeśli debiutancki album Searows – Guard Dog [2022] trwał w niedopalonej ciszy, nowa płyta idzie w stronę większej objętości i aranżacyjnej odwagi. Chodzi o lekko zamgloną atmosferę i produkcję Trevora Spencera, w której instrumenty tworzą rozmyte kontury, pogłosy rozciągnięte jak horyzont, smyczkowe cienie i gitarowe harmonie zebrane na kształt indie-folkowego pejzażu oglądanego przez szybę pokrytą kroplami deszczu.
Utwór Belly of the Whale otwierający album działa jak wejście pod sklepienie chmur. Kompozycja niesie w sobie podskórny rozmach, a jednocześnie nie traci intymności. Duckart brzmi pewniej, ale jego wokal pozostał kruchy – bez cienia pozerstwa. To raczej stan, w którym głos drży, bo ciało pamięta. Tutaj ujawnia się centralny nerw płyty: praca nad tożsamością i dojrzewaniem, oglądana przez pryzmat transpłciowego doświadczenia pozbawionego manifestów i deklaracji. Muzyk wybiera inną drogę. Opowiada o pojedynczych chwilach, o gestach, relacjach i rozszczepieniach pamięci, pozwalając słuchaczowi dopisać własne znaczenia. Polityka pozostaje poza kadrem, za to emocjonalna prawda bywa bezlitosna.
Warstwa liryczna najmocniej działa tam, gdzie narracja nie biegnie linią prostą, lecz układa się w serię scen, jak krótkie winiety znalezione w kieszeniach kurtki. Dearly Missed oddycha falami: instrumentarium unosi się i opada, a aranżacja przekłada oceaniczny rytm na język subtelnych spiętrzeń. To posępny utwór o stracie, ale także o powrotach, o ruchu przypływu, w ramach którego smutek nie ma końca, tylko zmienia natężenie. W takich momentach Duckart jest odosobniony: nie przez ekscentryczną postawę, lecz przez umiejętność wiązania miejsca z uczuciem w jedną tkankę.
Punktem centralnym pozostaje singiel Photograph of a Cyclone, najbardziej porywający fragment w całej dyskografii artysty. Utwór niesie w sobie liryczną bujność rzadką w jego dotychczasowym pisaniu, podczas gdy zgrabna melodia utrzymuje ciężar słów. To piosenka o cyklach chaosu, o bezradności, o niszczeniu tego, co stoi najbliżej, gdy w środku narasta wzburzenie. Ścieżka wokalu przemyca specyficzną surowość: zdania brzmią, jakby były wyrzucane w pośpiechu, zanim zniknie odwaga. Taki sposób pisania wzmacnia autentyczność. Emocje nie zostają wygładzone, są blisko słuchacza.
Nie cały materiał utrzymuje ten sam poziom intensywności. Gdy znikają największe fale aranżacyjnego wzburzenia, pojawia się ryzyko wejścia na teren wydeptany przez współczesny indie-folk i jego programową melancholię. Utwory Kill What You Eat oraz Dirt niosą sprawdzoną, zamyśloną frazę wokalną z mniejszą ilością zaskoczeń w barwie i dynamice. W takich fragmentach łatwo przywołać skojarzenia z Phoebe Bridgers, a także z Ethel Cain, zwłaszcza gdy melodie zawieszają się w pół kroku, wybierając intymność zamiast eskalacji. Nagrania Junie i Geese potrafią hipnotyzować powtarzalnością, lecz proszą się o dyskretny szczegół, o jeden gest pozwalający bezbłędnie rozpoznać podpis autora. W innych utworach Duckart osiąga lepszą precyzję poprzez oszczędną serię drobnych wskazówek ujawniających głębszy sens dopiero na finiszu płyty.
Last Recordings on Earth, 2026
Foto: Omeara Bar


Styczniowe 42 minuty autentycznego piękna. Dziękujemy za podpowiedź!
OdpowiedzUsuńWłaśnie skończyłem słuchać "Death in the Business of Whaling" i jestem pod wrażeniem tego, jak Alec Duckart od czasu debiutu rozwinął się artystycznie. Jest w tym wszystkim trochę mroku, chłodnego dystansu, a wszystko to sklejone wokalem, którego otulająca aura rzeczywiście chwilami przypomina Phoebe Bridgers. Teksty są dosyć ostrożne - czy to dobre słowo? To wciąż głębokie rany, ale zbliżając się do nich czuję pewien dystans, jakbym słuchał słów Duckarta z oddali przez mglistą zaporę. Wolałbym poczuć trochę więcej niepokoju i osobistych rozterek wypowiedzianych wprost. Różnica między utworami nie jest zbyt duża. "Photograph of a Cyclone" to przyjemna zmiana tempa, ale to wyciszone "Kill What You Eat", "Dirt" i "June" są moimi ulubionymi piosenkami. Większość utworów Searowsa brzmi melancholijnie, daje poczucie uwolnienia i buduje zalążki wewnętrznego spokoju. Prawdę mówiąc, to nie jest album do przytulania, a może paradoksalnie w tym tkwi jego siła?
OdpowiedzUsuńZ powodu delikatności, wycofania, melancholii, konstruktywnego, ale jednak powtarzania indie-folkowych wzorców, nie wróżę tej płycie szczególnie wielkich zasięgów, choć artystyczny progres Searowsa jest bezdyskusyjny. Z drugiej jednak strony takie małe-duże uniesienia adresowane do wąskiego, wrażliwego grona słuchaczy często sprawiają najwięcej satysfakcji, mimo że rozmycie produkcji niektórych kawałków moim zdaniem idzie trochę za daleko, ale i tak Death in the Business of Whaling jest pierwszą płytą w tym roku, którą wysłuchałem od początku do końca i odnoszę wrażenie, że czasu nie zmarnowałem.
OdpowiedzUsuń