Nadrzędnym motywem nowej płyty Pat Metheny – Side-Eye III+ [2026] jest ciągłość kompozycyjna, gdzie główne wątki i improwizacja tworzą wspólną narrację. Tematy w czasie rzeczywistym są przedstawiane, załamywane, przetwarzane i na nowo wypowiadane. Rolą zespołu jest towarzyszenie kolejnym epizodom, które wraz z ewolucją ośmiu kompozycji na bieżąco kalibrują środowisko harmoniczne i rytmiczne. Słuchacz ma poczucie obcowania z formą żywą, stale dopowiadaną, a zarazem trzymaną w ryzach wyraźnej architektury.
Rdzeń projektu stanowi trio: Pat Metheny na gitarze, Chris Fishman na fortepianie i instrumentach klawiszowych, Daryl Johnsi i Jermaine Paul na basie, Joe Dyson na perkusji. Już ten skład zapewnia szerokie spektrum barw, od krystalicznej precyzji fortepianu po elastyczność gitary, od pulsującej motoryki bębnów do cichej pauzy. Utwory bywają poszerzane o wokale, a także o harfę czy dodatkowe perkusjonalia. Te dodatki działają jak pogłębienie perspektywy, dzięki czemu główny wątek melodyczny zyskuje większe pole manewru, a kulminacje częściej rodzą się z warstwowania faktur niż z efektownej zmiany kursu.
Kompozycja In On It otwierająca płytę ujawnia reguły rządzące całym albumem. Temat jest jasny, nośny i natychmiast zapada w pamięć. Solo Metheny’ego nie odcina się od materiału wyjściowego, tylko wydłuża jego linię i rozszerza sens. Gitara prowadzi słuchacza przez kolejne przesunięcia harmoniczne z wielką płynnością, bez wrażenia gwałtownych przeskoków między zapisem a improwizacją. Podobnie dzieje się w Don’t Look Down – jednym z najpiękniejszych fragmentów płyty. Początek osadzony na akustycznym fundamencie basu i fortepianu buduje nastrój skupienia, po czym forma rozrasta się w szeroką, niemal panoramiczną opowieść konsekwentne zwiększającą skalę i emocjonalne napięcie.
Make a New World odsłania bardziej motoryczne oblicze płyty, ale nawet wtedy Pat Metheny nie rezygnuje z narracyjnej precyzji. Melodia prowadzi ten utwór z imponującą pewnością, a poślizgi strun gitary nadają całości niemal wokalnej ekspresji. Risk and Reward pokazuje zaś inną twarz lidera, bardziej kontemplacyjną i modalną. Tu szczególnie wyraźnie słychać talent artysty do budowania długiego melodycznego łuku. Solo rozwija się cierpliwie, z dbałością o rejestr, przestrzeń i rytmiczny ciężar, a powrót materiału do głównego wątku sprawia wrażenie eleganckiego domknięcia. W utworach opartych na mocnym pulsie, takich jak SE-O czy Urban and Western, zespół pokazuje imponującą sprawność. Nie chodzi jednak o sam napęd. Rytm na tej płycie nie służy eskalacji dla samej eskalacji, lecz porządkuje ruch melodyczny i wzmacnia temat. Nawet w chwilach największego zagęszczenia słychać, że lider myśli kategoriami formy – drobna komórka melodyczna, odpowiednio rozwinięta i osadzona w zmieniającej się harmonii potrafi stać się osią większego fragmentu.
Bardzo pięknie wypada nagranie Our Old Street przynosząc oddech, liryzm i lekko przygaszone światło. Nylonowe brzmienie gitary nasyca kompozycję melancholią, podczas gdy kolejne warstwy narastają bez nachalnego dopowiadania emocji. Przekonujący finał przynosi So Far, So Good. To zamknięcie eleganckie, filmowe, a przy tym pozbawione patosu. Akustyczna melodia przechodzi w improwizację tak miękko, że granica między jednym a drugim niemal zanika. Harfa i wokalne cienie poszerzają plan brzmieniowy, ale najważniejsza pozostaje linia melodyczna niesiona do samego końca z wyjątkowym zaangażowaniem.
Uniquity Music, 2026
Foto: Youtube screenshot

Zgadzam się ze wszystkimi spostrzeżeniami gospodarza. Bardzo trudno postawić sensownie brzmiące zarzuty tej płycie. Kompozytorska i techniczna biegłość Metheny’ego już dawno osiągnęła absolutne mistrzostwo trudne do osiągnięcia przez innych. W zasadzie jest bezdyskusyjne. Oczywiście można się spierać co do charakteru poszczególnych utworów czy ich formy - to zawsze będzie kwestia gustu. Z upodobaniem przysłuchuję się perkusji Dysona, gość naprawdę jest świetny. Zastrzeżenia mam do niekoniecznie udanych partii wokalnych, które niepotrzebnie odwracają uwagę od wątków instrumentalnych. Po solowej płycie "MoonDial" cenię sobie Metheny’ego w bardziej melancholijnym repertuarze, a takich fragmentów na "Side-Eye III+" nie brakuje. Przyjemna rzecz, z dużym ładunkiem radosnych wibracji. Warto.
OdpowiedzUsuńKilka lat temu pewien prezenter radiowy swoim bezkrytycznym uwielbieniem dla Metheny’ego skutecznie mi twórczość gitarzysty obrzydził. Od tego czasu do "Patologii" podchodzę jak do jeża i zamiast jej słuchać, przyjmuję do wiadomości.
OdpowiedzUsuń