Jamie xx, jeden z najbardziej uznanych producentów współczesnej elektroniki – a trzeba tutaj przypomnieć jego niebagatelny wpływ na minimalistyczne brzmienie formacji The XX, współpracę przy remiksach utworów Gila Scotta-Herona, czy brzmieniowy odcisk, jaki zostawił w nagraniach wielu artystów nowego pokolenia, właśnie obdarował nas zestawem premierowych utworów zebranych na płycie zatytułowanej Jamie xx – In Waves [2024], na której charakterystyczne brzmienie twórcy zauważalnie ewoluowało, przynosząc utwory taneczne wyprodukowane z dużym rozmachem. Album pełen detali produkcyjnych celuje w przestrzeń klubową, jakby naturalnie przemieszczał się z naszych słuchawek do masywnych głośników nagłaśniających festiwalową scenę.
Utwory takie jak Treat Each Other Right, All You Children czy Life z charakterystyczną pętlą rytmiczną i optymistycznymi refrenami ustawiają dalsze części płyty, a jednocześnie pokazują zmianę; mniej refleksji nad wewnętrznymi emocjami biorącymi górę na debiutanckim krążku In Colour [2015], a więcej luźnej zabawy, którą Jamie dzieli się z szeroką publicznością. Pomimo tej otwartości In Waves nie jest pozbawiony charakterystycznej dla artysty melancholii. To album, który w najsłabszych momentach jest dość zachowawczą wersją house'owych hymnów, ale w najlepszych staje się ekstatycznym doświadczeniem swobodnie eksplorującym elementy funky, dubstepu czy techno. Produkcja jest dopracowana do perfekcji, co sprawia, że nawet najsłabsze utwory wciąż są powyżej przeciętnej charakteryzującej scenę klubową.
Jednak rozpatrując karierę Jamiego xx w szerszym kontekście, można dostrzec oznaki kryzysu twórczego. W wywiadzie dla magazynu Vulture artysta przyznaje, że przez ostatnie lata zmagał się z wypaleniem, co zresztą słychać w jego muzyce. W części kompozycji – niczym złowrogie mantry, pojawiają się powtarzalne schematy, które balansują między inspirującymi a nieco lekceważącymi. W tym tkwi pewna ironia. Jamie otwarcie przyznaje, że elementy te mają być zabawne i lekko prześmiewcze. Czy aby na pewno?
In Waves jest pełen sprzeczności – z jednej strony oferuje nieskrępowaną radość i optymizm, z drugiej nosi w sobie nutę cynizmu mogącego utrudniać odbiór płyty. To album, który próbuje marzyć o lepszym samopoczuciu, zamiast faktycznie je zapewniać. Pomimo kilku zastrzeżeń, Jamie xx po raz kolejny dowodzi, że duże fragmenty jego dźwiękowych fal wciąż mogą porwać fanów – tym razem na parkiecie.
Young, 2024
Foto: Gabe Ginsberg
Na weekendowe szwendanie się pomiędzy klubami w sam raz :)
OdpowiedzUsuńNowy Caribou kawałkiem "Volume" wymiata Jamie'ego w przedbiegach
OdpowiedzUsuń