Debra Fotheringham – doświadczona piosenkarka, autorka tekstów, gitarzystka, perkusistka, pisarka i poetka, której głos od dawna jest potężną siłą na scenie muzycznej Utah, rezyduje w Salt Lake City i od ponad dwóch dekad tworzy utwory łączące w sobie artystyczną wrażliwość z wyrafinowaną muzykalnością. Mając na koncie trzy płyty studyjne, Fotheringham właśnie wydała Valley of Annihilation [2025] swój czwarty, najbardziej ambitny projekt w dotychczasowej karierze. Piosenkarka będąca w równym stopniu gawędziarką, jak i eksploratorką dźwięku buduje karierę, łącząc gatunki zawsze zakorzenione w autentycznych doświadczeniach, za każdym razem sięgając po coś głębszego.
Po przeszło siedmioletniej przerwie Fotheringham wraca z płytą domykającą okres ciszy. Materiał powstały w pandemicznej samotności Vermont jest zapisem ruchu: geograficznego, emocjonalnego i duchowego. Fotheringham bierze na warsztat amerykański mit wędrówki i odwraca go do wewnątrz – to nie eskapizm, ale odważny powrót do miejsc najbardziej usianych bruzdami. Valley of Annihilation jest żywy, zatrzymujący i jednocześnie kruchy. Produkcja Scotta Wileya stawia tu na przestrzeń: aranżacje są oszczędne, organiczne, a każdy pojedynczy dźwięk pracuje na znaczenie. Muzyka Fotheringham rozpięta między akustycznym folkiem a intymnością stylu Americana podkreślonego rockowymi drobiazgami, nigdy nie zagłusza treści. W centrum pozostaje głos: szybujący, rozświetlony, pozwalający pojedynczym słowom osiadać wewnątrz nas.
Płyta ma przemyślaną dramaturgię. Od aktów samowspółczucia przechodzi do rozpoznania dynamiki relacji, by w finale przyjąć pełnię uczuć – również tych niewygodnych. Ta konstrukcja jest czytelna nie tylko w tekstach, ale i w napięciu instrumentalnym. Nagrania otwierają się powoli. Fotheringham ufa ciszy, dzięki temu każde przesilenie wybrzmiewa jak rzeczywista konieczność, a nie jak aranżacyjny zabieg. W warstwie lirycznej Valley of Annihilation jest najbardziej osobistą odsłoną artystki. Autobiograficzne wątki nie są tu kaprysem. Życie w odizolowanym środowisku z dala od pędu cywilizacji odsłania małżeńskie napięcia. Padają wersy pozostające ze słuchaczem na długo: że ból to część zmiany, że gorączka potrafi tak znieczulić relacje, że nie sposób odróżnić wilka od miłości, że lepiej nie prosić o spokój, lecz o serce, które ośmiela się być zranione.
Album pracuje obrazem drogi. Fotheringham podróżuje w czasie i przestrzeni: ku dzieciństwu, ku utraconym obietnicom, ku nieprzetartym ścieżkom. Jako główna bohaterka narracji jest jednocześnie czuła i załamana; to wahanie między siłą a niepewnością tworzy oś emocjonalną całej płyty. Ruch nie jest tu ucieczką od rozpadu, lecz sposobem, by go spacyfikować. W wyróżniających się utworach ta logika działa najpełniej. Bright Eyes, jak światło rozjaśnia narrację, ale nie udaje, że nie ma mroku. Rosy View zderza pragnienie odnowy po przejściu przez emocjonalny huragan. Ebb and Flow pulsuje akceptacją zmienności, a Blue West spogląda daleko – nie po to, by zapomnieć, tylko zobaczyć więcej. Płytę domyka utwór Hibernation, w którym słychać katharsis artystki – pełne spektrum uczuć, od mrocznych do rzucających promyk nadziei.
Siłą Valley of Annihilation jest spójność artystyczna: bliska, ciepła, z ostrożnym światłem rzuconym na detale. W zasadzie nic tu nie drażni: instrumentacja nie konkuruje z wokalem, a obecność pogłosu działa jak metafora pozwalająca wybrzmieć temu, co zwykle jest przemilczane. Valley of Annihilation wyznacza ambitną poprzeczkę: to rzadki przykład tradycyjnego wydawnictwa, które nie tylko "ładnie brzmi", ale też realnie towarzyszy. Wrócić do tych piosenek to jak wrócić do mądrej rozmowy za każdym razem odsłaniającej coś nowego.
Groundloop Records, 2025
Foto: Beehive Photography & Video

Przyjemna ta grudniowa seria płyt. Podczas gdy wszyscy nerwowo biegają po marketach - na blogu oaza spokoju i kilka fajnych piosenek przywracających normalny rytm życia.
OdpowiedzUsuńWłaśnie z mężem wróciliśmy ze świątecznych zakupów. Dobrze, że rano, a i tak jakaś masakra. Teraz czas na kubek kawy i ochłonięcie. Piosenki Debry bardzo w tym pomagają.
UsuńNa szczęście to kilkudniowe wzmożenie wieńczy najpiękniejsza Wigilia na świecie, a wiem, o czym mówię, pisząc te słowa z Londynu.
UsuńWszystkim czytelnikom bloga życzymy zdrowych, spokojnych, radosnych świąt!
OdpowiedzUsuń