Been Undone – Dark Side Mix [2026] brzmi jak wiadomość wysłana z pogranicza snu i technologicznej jawy – niczym komunikat o stanie ludzkości w epoce, która sama siebie przyspiesza. Peter Gabriel wraca tu w formie rozpoznawalnej, a jednak wycofanej o pół kroku w stronę cienia. To nie jest powrót nostalgii, raczej ponowne wejście do laboratorium, gdzie emocje bada się jak zjawiska fizyczne, a intymność przybiera chwiejną formę o nieprzewidywalnej dynamice.
Już sam tytuł pierwszego utworu Petera Gabriela otwierającego cykl comiesięcznych księżycowych premier, sugeruje ruch wsteczny – rozmontowanie czegoś, co dotąd trzymało sieć wzajemnych powiązań, relacji, tożsamości, pewności siebie. Tytuł Been Undone niesie w sobie dwuznaczność: bycie "odczynionym" jak z zaklęcia i bycie "rozebranym" z wielu warstw, z narracji, z ochronnych masek. I właśnie to odsłanianie jest tutaj najbardziej intrygujące, bo nie daje ulgi w postaci kulminacji, tylko wciąga w stan ciągłej uważności.
Zawartość liryczna utworu czerpie z myślenia o przyszłości złożonej z gwałtownego naporu przemian: rozwoju sztucznej inteligencji, komputerów kwantowych, interfejsów mózg-komputer, ale widzianych nie jak publicystyczny komentarz, tylko klimat, w którym człowiek zaczyna wątpić we własną autonomię. Been Undone jest czymś w rodzaju antytezy indywidualizmu: niezauważalnie demontuje wiarę w to, że wystarczy wola i ludzka sprawczość, by utrzymać świat w ryzach. Ten kontrapunkt złożony z futurystycznego napięcia i organicznej czułości nadaje piosence szczególnej mocy. Dark-Side Mix Tchada Blake’a wzmacnia to wrażenie: utwór nie płynie do przodu szerokim strumieniem, tylko schodzi na pobocza, w półmrok, w miejsca, gdzie dźwięk czasami staje się migotliwym drobiazgiem. Wszystko zdaje się tu pracować na zasadzie napięcia i oddechu, jakby aranżacja była organizmem reagującym na dotyk. Blake nie upiększa Gabriela; on go podświetla od spodu, wydobywa cień w głosie i zostawia przestrzenie, w których wybrzmiewa niepewność. Ten miks prowadząc słuchacza, jednocześnie go uczy: słuchaj uważnie, bo rzeczy nie dzieją się na pierwszym planie, tylko w drobnych przesunięciach i melodycznych drżeniach.
W tym sensie Been Undone doskonale koresponduje z towarzyszącym piosence dziełem Janainy Mello Landini – Ciclotrama 156 Palindrome. Motyw lin rozplątanych i zorganizowanych we fraktalne rozgałęzienia działa jak wizualna metafora tego, co Gabriel robi muzycznie: bierze coś, co wydaje się spójne i pokazuje, że składa się z tysięcy włókien, z węzłów, detali i częstych powrotów. Możliwość czytania w przód i w tył jest tu szczególnie trafna jako ruch ku przyszłości i temu, co pierwotne, ale najciekawsza w tym wszystkim jest liryczna postawa autora. Gabriel występuje tu nie jako prorok technologicznej apokalipsy, ale jako artysta, który patrzy we mgłę i kiedy coś dostrzeże – unosi lustro. W Been Undone lustro jest matowe, pozbawione refleksów. Pokazuje człowieka jako część większej całości, jako element układu niepozbawionego wad. A jednak ta perspektywa nie odbiera godności. Przeciwnie – przynosi ulgę, bo pozwala przestać udawać.
Jeśli o\i [2026] ma być albumem odsłanianym w rytmie księżycowych pełni, to Been Undone jest idealnym prologiem. Utwór przypomina, że to zjawisko nie kończy się definitywnie, tylko za każdym razem zmienia kształt i może przywołać zupełnie inną energię. Ciemna strona nie jest tu mrokiem dla samego mroku. To cień, w którym lepiej widać, z czego jesteśmy utkani i jak bardzo – mimo technologicznych burz, wciąż ratuje nas to samo: zwykły rytm życia, ludzka więź, odrobina miłości oddanej i przyjętej bez wstydu.
Real World, 2026
Foto: Wikimedia Commons
.jpg)
Kto by się spodziewał, że tak pięknie rozpocznie się Nowy Rok w muzyce.
OdpowiedzUsuńGabriel wpadł na bardzo fajny pomysł z tymi "księżycowymi odsłonami"
OdpowiedzUsuńCzyli cała płyta ujawniana w księżycowych cyklach ukaże się późną jesienią? Dobra wiadomość.
OdpowiedzUsuńWszystko na to wskazuje.
UsuńKawałek niezły, skład zespołu imponujący i te dyskretne, dźwiękowe artefakty prowadzące do starych płyt Gabriela podkręcają emocje i robią dobrą robotę.
OdpowiedzUsuńU Gabriela to standard, podobnie jak teksty - zawsze na poziomie i zawsze o czymś ważnym.
UsuńW przeciwieństwie do "Panopticom" sprzed dwóch lat ten kawałek przynajmniej nie trąci kiczem i nie rozłazi się między nutami, ale szczytem weny twórczej też bym go nie nazwał.
OdpowiedzUsuńJestem mile zaskoczona noworoczną aktywnością Petera Gabriela.
OdpowiedzUsuńekstaza dla starszych panów z piwnym brzuszkiem
OdpowiedzUsuńW pierwszych godzinach Nowego Roku zaczyna ewoluować kolejny album Petera. Następne dwanaście miesięcy będzie pełne obietnic, nowych doświadczeń w zakresie brzmienia, mądrych tekstów oraz prowokujących do myślenia dzieł sztuki. Przy tak dużej niepewności świata zewnętrznego wciąż istnieją przebłyski światła, nadziei, sensu istnienia, a wszystko to za sprawą jednej piosenki.
OdpowiedzUsuńNo cóż, teraz nie pozostaje nic innego, jak wypatrywać kolejnych księżycowych tajemnic.
OdpowiedzUsuńUtwór i grafika przepiękne :)
OdpowiedzUsuń