Album Flea – Honora [2026] otwiera w dorobku artysty rozdział szczególny, długo dojrzewający, ale brzmiący jak dzieło świadome własnej tożsamości. Po latach spędzonych na największych scenach świata jako basista Red Hot Chili Peppers, Flea kieruje spojrzenie ku jazzowej trąbce, swojej niezapomnianej pierwszej miłości i czyni to z dyscypliną rasowego kompozytora i improwizatora. Solowy debiut przynosi album głęboko osobisty, a przy tym otwarty na dialog z tradycją oraz szerokim pejzażem współczesnych brzmień Los Angeles skupionych wokół wytwórni Brainfeeder. Muzyk traktuje jazz jak odrębny język pozwalający mówić o pamięci, energii i twórczej ciekawości. W centrum stoi radość grania oraz potrzeba dzielenia się procesem twórczym, dzięki czemu Honora pulsuje naturalnie wyzwolonym brzmieniem. Słychać tu swobodę artysty, a jego wieloletnie doświadczenie pełni rolę katalizatora dalszych poszukiwań wyrażonych przez uważność, ekspresję, czasem przez medytacyjny bezruch.
Ogromną zasługę w budowaniu atmosfery nagrań wnosi Josh Johnson – producent, saksofonista i kompozytor związany w kalifornijską sceną jazzową. Jego aranżacyjna otwartość i instrumentalny wkład na saksofonie i klawiszach przekłada się na kalejdoskopowe brzmienie płyty. Fundament zapewnia sekcja rytmiczna: Deantoni Parks na perkusji, Anna Butterss na kontrabasie, Mauro Refosco w partiach perkusjonaliów i Jeff Parker na gitarze. Tak mocny skład wnosi do nagrań precyzję, jak również organiczny groove, a gościnny udział Thoma Yorke’a i Nicka Cave'a wzbogacają narrację o dodatkowy wymiar emocjonalny.
Flea prowadzi materiał na własnych warunkach. Słychać tu doświadczenie basisty ukształtowanego przez rockową energię, zamiłowanie do funkowej tradycji, a także fascynację klasyczną formą standardu. Ta mieszanka daje język rozpięty między półmrokiem jazzowego klubu a scenicznym rozmachem. Honora porusza się po tych biegunach z dużą płynnością, zachowując przy tym klarowną wizję całego projektu. Zamiast popisu technicznej wirtuozerii Flea wybiera narrację, kolor i napięcie. Jego trąbka prowadzi słuchacza przez większość materiału niczym drugi głos lidera: czasem liryczny, czasem szorstki, czasem podniesiony do rangi sygnału alarmowego. Z kolei bas pełni rolę bijącego serca całej konstrukcji. Specyficzny układ płyty wiele mówi o intencji muzyka. Początek opiera się głównie na kompozycjach autorskich, przez co słuchacz od pierwszych minut wchodzi w świat artysty jako kompozytora, dopiero później spotyka punkty odniesienia w postaci standardów i popowych evergreenów. Taki porządek buduje wyraźną hierarchię: najpierw własny głos, potem dialog z tradycją. Dzięki temu covery działają jak lustra odbijające temperament lidera, a gościnne występy wzmacniają dramaturgię, zamiast przesuwać uwagę na nazwiska utytułowanych muzyków.
Najmocniej słychać to w autorskich utworach Flea. Morning Cry wprowadza energię bebopu, podbitą zawodzącymi dęciakami i złożoną, żywą perkusją, a potem pokazuje ogromne wyczucie formy. Ten otwarty puls ustawia ton całej płyty: intensywny, czujny, gotowy do skrętu w stronę improwizacji, ale zawsze pilnujący wewnętrznej architektury. A Plea wyrasta z charakterystycznych basowych przebiegów lidera, po czym rozwija się w kompozycję o naglącej sile społecznego komentarza, łącząc komunikatywność z narastającym napięciem. Groove pozostaje tu wyrafinowany, a kolejne warstwy dźwięku wnoszą zarazem komfort i twórcze tarcie. Szczególne wrażenie robi jedenastominutowy Frailed, gdzie rozmyte bębny, psychodeliczna mgła i powolne zmiany faktury tworzą stan bliski transu. Traffic Lights wnosi bardziej wyraźny puls, a obecność Yorke’a przywołuje atmosferę wspólnych poszukiwań z czasów Atoms for Peace. Jego eteryczny wokal splata się z trąbką Flea i gitarą Parkera, dając efekt hipnotyczny, miejski i bardzo współczesny. Właśnie w takich momentach Honora najpełniej odsłania swój charakter: jako album zanurzony w jazzie, a równocześnie otwarty na język alternatywy, ambientu i subtelnie podanej elektroniki.
Równie interesująco wypadają interpretacje cudzych kompozycji. Willow Weep for Me otrzymuje ambientowo-elektryczny połysk, zachowując przy tym elegancję standardu otwierającego przestrzeń dla subtelnej pracy zespołu. W utworze Franka Oceana Thinkin Bout You, Flea zamienia melodię w kunsztowną opowieść o frazie i barwie; jego trąbka przejmuje rolę wokalnej ekspresji z ogromną swobodą. To jedna z tych kompozycji, w której wyraźnie słychać, jak artysta intuicyjnie wyczuwa finezję melodii i jak umiejętnie potrafi przełożyć ją na język instrumentu. Ciekawie wypada również Maggot Brain. W tej wersji kultowa kompozycja zyskuje jedwabistą miękkość oraz chłodniejszy, bardziej kontemplacyjny profil, a znana melodia nabiera nowego ciężaru emocjonalnego. Flea podchodzi do materiału z wyczuciem i kulturą brzmienia, dzięki czemu gest reinterpretacji brzmi przestrzennie, szlachetnie, w pełni przekonująco. Oczko niżej Wichita Lineman wnosi ton indywidualnego liryzmu, a Nick Cave nasyca melodię Jimmy’ego Webba odczuciem melancholii i teatralnym skupieniem.
Utwór finałowy Free As I Want To Be zamyka całość deklaracją artystycznej swobody, wybrzmiewając jak manifest twórcy spełnionego. Honora jawi się więc jako album dojrzały, w dużych fragmentach satysfakcjonujący, zbudowany na doświadczeniu napędzanym autentyczną potrzebą odkrywania nowych terytoriów. Największym osiągnięciem artysty pozostaje jednak odnalezienie własnej tonacji w obrębie gatunku o potężnej historii. Flea wchodzi w jazz z dużą pewnością siebie, z respektem dla tradycji i z silnym poczuciem własnego idiomu. Każdy utwór niesie ślad rozpoznawalnej osobowości, a jednocześnie służy zespołowej wspólnocie. Płyta zyskuje dzięki temu rangę pełnoprawnej artystycznej wypowiedzi i brzmi jak zaproszenie do dalszej drogi, do kolejnych spotkań, do nowych odsłon jazzowej pasji.
Nonesuch Records, 2026
Foto: Getty Images

sztuka nie umarła. mały skarb na wielkim polu śmieci
OdpowiedzUsuńGwiazdorski skład, najlepsi współcześni muzycy. Flea z przytupem dołączył do grona szamanów współczesnego jazzu.
OdpowiedzUsuń→ ale na trąbce musi jeszcze poćwiczyć, bo brzmi dość archaicznie.
UsuńJak większość materiału na tej płycie.
Usuń