Przejdź do głównej zawartości

Mapa bardzo indywidualnej wrażliwości



Na tle współczesnego jazzu niewiele jest postaci tak wyrazistych jak Shabaka Hutchings. Przez lata brzmienie jego saksofonu stanowiło znak rozpoznawczy nowej generacji muzyków londyńskiej sceny: barwnej, energicznej, jawnie politycznej, transowej, otwartej na zmiany i rytmy lokalnych diaspor. Gdy na płycie Perceive its Beauty, Acknowledge Its Grace [2024] Shabaka porzucił saksofon i otworzył worek pełen drewnianych fletów pochodzących z różnych części świata, wielu sympatyków jego twórczości uznało ten gest za artystyczny kaprys obarczony zbyt dużym ryzykiem. Nowy album ShabakaOf The Earth [2026] przecina te wątpliwości. Saksofon słychać już w pierwszym utworze, ale rdzeń płyty stanowi decyzja estetyczna wyjścia poza ideę jednego instrumentu, jednego gatunku i jednej roli. W takim ujęciu saksofon nie musi być centrum wszechświata, a flety nie muszą odgrywać roli egzotycznej przyprawy. 

To album solowy w pełnym znaczeniu tego słowa. Nie ma tu rozmów prowadzonych przez sekcję rytmiczną, nie ma partnerów dodających kontrapunkt, nie ma bezpiecznej sieci wzajemnych powiązań. Największe wrażenie robi dojrzałość narracji, bo cała odpowiedzialność spoczywa na jednym człowieku: kompozytorze, wykonawcy, kreatorze barw i producencie. Paradoksalnie ta samotnia Hutchingsa otwiera przestrzeń na instrumentalny natłok dźwięków: saksofon, dzwonki, flety, sample, warstwy elektroniki, perkusjonalia, repetycje i elementy rapu pracują tu jak żywioły, a całością dowodzi wrażliwy czarodziej z głową pełną pomysłów. Wszystko razem brzmi jak punkt skupienia wielu wcześniejszych intuicji, pomysłów i rozpoznań. To album artysty świadomego własnego języka, wciąż głodnego ruchu i nieustających zmian.

Siła Of The Earth tkwi w sposobie, w jaki muzyka zdaje się rodzić na naszych oczach. Zamiast gotowych form dostajemy proces rozwijania się dźwięku od zalążka do pełnej obecności. W tych utworach stale coś kiełkuje, ściera się, gęstnieje albo pęka. Już otwarcie albumu ustawia perspektywę. A Future Untold unosi saksofon wśród dzwonków, syntezatorowej mgły i delikatnych rezonansów, jakby pierwszy oddech nowego języka dopiero nabierał kształtu. Step Lightly przesuwa akcent ku fletom i repetycjom, łącząc precyzję motywów z lekkością ruchu. Muzyka płynie tu między pastoralnym obrazem a miejską codziennością bez gwałtownych cieć i załamań. Najciekawsze w Of The Earth pozostaje jednak to, jak sugestywnie Shabaka łączy duchowość z fizycznością brzmienia. Kompozycja Call The Power działa jednocześnie jak wezwanie, przestroga i obietnica. Gitara płonie, bas niesie niemal obrzędowy ton, a flety wiszą nad całością jak głosy krążące nad rytuałem. 

Z kolei Ol’ Time African Gods pokazuje, jak silnie instrumentarium przemawia przez samą fakturę dźwięku. Tu nawet oddech i artykulacja niosą znaczenia: uderzenie języka o ustnik, szmer powietrza, chropowatość brzmienia, wszystko staje się częścią opowieści. Nie ma tu podziału na nośnik i treść, forma przemawia równie mocno, jak melodia czy rytm. Nowością jest także rap traktowany jak pełnoprawny element stylistycznych poszukiwań. W utworach Go Astray i Eyes Lowered głos twórcy nie służy wyłącznie przekazaniu treści. Liczy się barwa, akcent, oddech, sposób osadzenia głosu. Muzyk nie ucieka od semantyki, ale mocniej interesuje go cielesność słów. Dzięki temu partie wokalne nie rozbijają spójności albumu – przeciwnie, pogłębiają jego podstawowy gest, próbę uchwycenia człowieka osaczonego we współczesnym świecie.

Na tle wcześniejszych projektów słychać tu echa energii The Comet Is Coming, ceremonialnego ciężaru Sons Of Kemet oraz kontemplacyjnej aury solowych wydawnictw z ostatnich lat. Nie chodzi tu jednak o prostą sumę dawnych wcieleń. Of The Earth ma własny środek ciężkości. To muzyka bardziej oddalona od zespołowych eksplozji, a jednocześnie bogatsza w szczegóły niż wiele prac opartych na medytacyjnym minimalizmie. Fakt, że Shabaka odpowiada tu za całość wykonania słychać w każdym geście i sposobie prowadzenia napięcia. Nic nie sprawia wrażenia dopisanego na marginesie, każdy element ma swoje miejsce i znaczenie – nawet wtedy, gdy utwory zaczynają się swobodnie rozrastać.

Najciekawsze pozostaje jednak wrażenie niedomknięcia. Wielu artystów po latach eksperymentów tworzy dzieło podsumowujące, elegancko porządkujące wcześniejsze tropy. Shabaka robi coś odwrotnego. Zamiast stawiać pomnik własnym osiągnięciom, odsłania warsztat w stanie twórczego wrzenia i przekuwa zdobyte doświadczenie w muzykę żywą, pierwotną, momentami dalece ryzykowną. Of The Earth to album głęboko współczesny, a jednocześnie odporny na chwilowość. Płyty słucha się jak zapisu przemiany – bo przy tak ożywionej zawartości trudno mówić o spełnieniu. Trafniej mówić o początku nowego rozdziału.



Shabaka Records, 2026
Foto: Joseph Ouechen

Komentarze

  1. STRADIVARIUS28 marca

    Aktualny kierunek rozwoju Hutchingsa jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Nigdy nie byłem jego wielkim fanem i nadal uważam, że w dużej mierze powodem, dla którego Hutchings zyskał rozpoznawalność jest fakt, że jeszcze kilka lat temu jego docelowa grupa młodych słuchaczy nie była zbyt dobrze zaznajomiona z historią jazzu. Wielu z tych, którzy uczynili Hutchingsa kluczową postacią współczesnej sceny improwizowanej zaczęło interesować się produkcjami jazzowymi dopiero po niedawnym powstaniu sceny londyńskiej, której Hutchings był niewątpliwie jednym z pierwszych i najważniejszych promotorów. Jednak jego kariera solowa znajduje się obecnie w fazie desperackiej stagnacji. Shabaka stopniowo odchodzi od bardziej zapalających odgałęzień swojego brzmienia, aby zamiast tego schronić się w szczególnie anemicznej wersji new age jazzu doprawionego egzotyką. Koncepcja duchowości Hutchingsa w jego muzyce jest na tyle powierzchowna, że wywołuje u mnie konsternację. Jeśli Shabaka ze wszystkich ścieżek, którymi może podążać w tym momencie, zdecyduje się zbadać i udoskonalić tę, którą wytycza zaledwie kilka fragmentów tej płyty, być może mógłby powrócić do nurtu istotnego dla rozwoju współczesnego jazzu. W obecnym stanie rzeczy mogę jedynie z nostalgią patrzeć na jego najbardziej udane wyprawy, głównie w towarzystwie kompanów z The Comet Is Coming i Sons Of Kemet.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz