Przejdź do głównej zawartości

Muzyka epoki scrollowania


Przez długi czas hiperpop wydawał się zjawiskiem nie tylko estetycznie wątpliwym, ale wręcz kulturowo podejrzanym. Kiedy mniej więcej dekadę temu wszedł z hukiem do szerokiego obiegu, brzmiał jak coś zupełnie niepojętego: muzyki krzykliwej, bezczelnej, poszatkowanej, świadomie odmawiającej chwili skupienia. Połamane struktury, nagłe zwroty akcji, przesterowana elektronika, wokale i plastikowy nadmiar wszystkiego sprawiał wrażenie hałaśliwego bałaganu, który eksplodował w głowie, zostawiał ślad i znikał, zanim zdążyliśmy zadać pytanie, komu i czemu właściwie służy?

To pierwsze, dość powierzchowne wrażenie nie w pełni oddaje istotę całego zjawiska. Hiperpop wyrósł przecież z konkretnego środowiska klasowego, ekonomicznego i technologicznego: z internetu przyspieszonego, memicznego, podporządkowanego logice korporacyjnych platform i algorytmów. Jego forma wydaje się idealnie skrojona pod bezmyślne scrollowanie. Nie domaga się cierpliwego trwania ani uważnego przestudiowania twórczych koncepcji. Zazwyczaj atakuje natychmiastowością. To agresywnie wykreowana estetyka, która wybrzmiewa tak, jak działa współczesna kultura masowa: skokowo, przesadnie, neurotycznie, bez hierarchii między ironią a szczerością, między żartem a wyznaniem, między kiczem a rzeczywistym dramatem. W tym sensie hiperpop nie jest tylko zjawiskiem muzycznym, równie często akustyczną emanacją życia napędzanego nadmiarem. 


Właśnie dlatego hiperpop budzi tak skrajne reakcje. Wydaje się idealnym produktem epoki rozproszenia. Został zaprojektowany po to, by nie przykuwać uwagi, tylko nią uporczywie wstrząsać. Taka muzyka łatwo staje się tłem dla cyfrowej nadpobudliwości, w której nic nie trwa wystarczająco długo, by mogło naprawdę poruszyć. W tym sensie hiperpop można czytać jako kapitulację sztuki wobec naporu bodźców. Jego najbardziej powierzchowne wcielenia sprawiają wrażenie, jakby nie chciały inspirować ani nawet bawić, jedynie utrzymywać słuchacza w stanie ciągłego pobudzenia.

Nie oznacza to jednak, że hiperpop należy bezkrytycznie celebrować jako nową rewolucję. Wszechobecność nadmiaru w kulturze masowej ujawnia głęboki kryzys percepcji. Coraz trudniej odróżnić wartościową pracę od interfejsu, kompozycję od montażu, pasję od jej natychmiastowej kapitalizacji. Hiperpop świetnie odnajduje się w tym środowisku i natychmiast jest przez nie infekowany. Gdy trafia do mainstreamu, łatwo zamienia się w zestaw narzędzi służących głównie wiralowej produkcji. Jako forma radykalna szybko staje się konstrukcją dekoracyjną. To los wielu krzykliwych awangard w kulturze masowej, które najpierw szokują, potem wstrząsają rynek nowymi eksplozjami. Album UnderscoresU [2026] jest tego znakomitym przykładem.



Mom + Pop, 2026
Foto: Bailey Krawczyk

Komentarze

  1. Niewierny Tomasz10 kwietnia

    Widzę, że tym razem gospodarz sprytnie wymigał się od zrecenzowania „U”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gruncie rzeczy recenzja niewiele nowego by wniosła, a temat wyczerpuje powyższy tekst.

      Usuń
  2. STRADIVARIUS10 kwietnia

    Dobrze, że kolega zatrzymał się jedynie na zjawisku, bo muzyką bym tego nie nazwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. < kantor wymiany >10 kwietnia

      Moja córka protestuje i ma odmienne zdanie.

      Usuń

Prześlij komentarz