Przejdź do głównej zawartości

Tam, gdzie rytm spotyka duszę


W czasach, gdy coraz więcej rozmów o przyszłości muzyki obraca się wokół algorytmów i sztucznej inteligencji, album Nubiyan TwistChasing Shadows [2026] brzmi jak stanowcza obrona ludzkiego pierwiastka w sztuce manifestowana żywą energią zespołu. To muzyka zrodzona z obecności, intuicji, ruchu i uważnego słuchania siebie nawzajem. Siłą tej płyty pozostaje niezwykła zdolność stapiania wielu stylistyk w jedną, organiczną całość. Jazz, afrobeat, hip-hop, soul, funk i elektronika splatają się tu bez szwów i bez pokazowego eklektyzmu, osiągając rzadki stan równowagi między swobodą a dyscypliną. Słyszalne jest doświadczenie zespołu i głębokie zaufanie do własnej estetyki. 

Brytyjski dziewięcioosobowy kolektyw porusza się po rozbudowanych aranżacjach z lekkością, jakby każdy zwrot rytmiczny, każde wejście sekcji dętej i każdy wokalny akcent wypływały z jednego organizmu. Ważnym atutem płyty staje się jej zwartość. Jedenaście utworów zamyka się w formach stosunkowo krótkich i skupionych. Projekt nie ucieka w długie improwizowane pasaże, choć umiejętności instrumentalne muzyków bez trudu pozwoliłyby na taki gest. Dzięki temu każdy utwór niesie dobrze wyważony ciężar emocjonalny, a całość zachowuje doskonałe tempo narracyjne. 


Ogromną rolę odgrywa Eniola Idowu, nowa wokalistka wnosząca do brzmienia Nubiyan Twist świeżość, zmysłowość i dużą elastyczność. Jej głos potrafi być miękki, soulowy, ciepły, by po chwili przejść w rap o mocnym akcencie. Nie chodzi jedynie o techniczną sprawność. Idowu świetnie czuje dramaturgię poszczególnych nagrań bez popadania w przesadę. W otwierającym album utworze Azimuth słychać napięcie między introspekcją a potrzebą wyrwania się z własnych myśli. Wokal nie płynie obok aranżacji, lecz zostaje w nią głęboko wpisany. 

Sekcja dęta należy do najjaśniejszych punktów całej płyty. Alt, tenor, baryton i trąbka pracują tu jako źródło efektownych wejść nadających kompozycjom odpowiednią gęstość i kierunek. W Azimuth przynoszą emocjonalny ciężar, w Message uruchamiają niemal koncertową euforię, a w utworze tytułowym budują monumentalność bez cienia patosu. Brzmienie dęciaków pozostaje soczyste, dynamiczne, chwilami wręcz fizycznie odczuwalne.

Środkowa część Chasing Shadows pokazuje, jak swobodnie kolektyw porusza się między nastrojami. Sunlight brzmi migotliwie, a Idowu zgrabnie przechodzi od rapu do soulowej frazy z jazzowym odcieniem. Echoes rozwija się stopniowo, zaczynając od przydymionej intymności, by z czasem nabrać tanecznego impetu, a Body Flows trafia w samo sedno estetyki zespołu. Jazz-funkowa sprężystość spotyka się tu z elementami afrobeatu i lekkością produkcji. 

Duże znaczenie mają goście obecni na płycie. Każdy z osobna wnosi konkretne brzmienie, koloryt albo perspektywę. Booty Brown pojawia się w Red Herring, utworze opartym na kosmicznym funku, z lekko futurystycznym szlifem. Jego tekst dodaje ostrości nagraniu dotykającemu iluzji tworzonych przez gigantów technologicznych. Muzyka podbija znaczenie tekstu pulsującą energią i przewrotnością. Szczególnie mocno wybrzmiewa utwór tytułowy z udziałem Fatoumaty Diawary. To jeden z emocjonalnych szczytów albumu. Tematem staje się macierzyństwo, rozłąka z dziećmi podczas tras koncertowych oraz dziedziczenie doświadczeń między pokoleniami. Kompozycja niesie w sobie matczyną siłę i odczucie melancholii. Gitary Toma Excella układają się w świetliste, finezyjne linie, sekcja dęta gra z podniosłą jednością, a perkusja nadaje całości płynność i ruch.

Dalsza część płyty nie obniża poziomu. How Far z udziałem Manifesta przynosi chłodniejszy, bardziej kołyszący groove, w ramach którego gitara spotyka się z opowieścią o pysze, pozach i społecznych maskach. Mlonje: Voices Joined z udziałem Zawose Queens niesie wezwanie do jedności, wykorzystując hipnotyczną, wielowarstwową rytmikę. Instrumentalny przystanek Threads z udziałem Patrice Rushen przy fortepianie zostawia na płycie odcisk subtelnej elegancji. Na koniec pojawia się Rhythm of You, wzbogacone partią klawiszy Rhodesa zagraną przez Joe Armon-Jonesa. To zakończenie miękkie, przesycone czułością, dające poczucie domknięcia bez bombastycznego finału.

Największe wrażenie robi jednak nie suma nazwisk ani mnogość inspiracji, lecz sposób, w jaki wszystko zostaje podporządkowane wspólnocie celu. Chasing Shadows niesie różnorodność, lecz nie rozpada się na osobne epizody. Jest gładki, lecz nie traci energii. Kusi tanecznym rytmem, ale nie rezygnuje z refleksji. Kolektyw wnosi aranżacyjne bogactwo, a jednocześnie zachowuje bezpośredniość. To album niezwykle komunikatywny, choć daleki od uproszczeń. Przypomina o podstawowej wartości muzyki tworzonej razem, w której centrum pozostaje wspólnota, dialog, umiejętności i emocjonalna prawda.




Strut Records, 2026
Foto: Laura Page

Komentarze

  1. Progresywny, atmosferyczny world music w przyjaznej, wielokulturowej oprawie. Na koncert chętnie bym się wybrał.

    OdpowiedzUsuń
  2. W kontekście słów gospodarza "gdy coraz więcej rozmów o przyszłości muzyki obraca się wokół algorytmów i sztucznej inteligencji", aż chciałoby się dodać: cieszmy się brzmieniem żywych instrumentów, dopóki obecne pokolenie artystów jeszcze potrafi nimi się posługiwać.

    OdpowiedzUsuń
  3. P-a-c-y-f-a26 kwietnia

    Och.............. zdecydowanie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz