Ze swoim przywiązaniem do flanelowych koszul, brody, niechlujnie rozrzuconych włosów, zestawionych ze smutnym wyrazem oczu, Noah Kahan – amerykański poeta i twórca folkowy przypomina outsidera wnoszącego do naszych domów stos mokrego drewna pachnącego lasem. Po niebywałym sukcesie albumu Stick Season [2022] artysta wraca do poetyckiego języka, śpiewu i melodii utkanych ze strun folkowej gitary i życiowych obserwacji. Na czteroletniej osi czasu powstał rozległy album o wyraźnej aurze: świadomej, dojrzałej, skupionej na napięciu pomiędzy tym, co osobiste, a tym, co wychodzi poza granice domu. Autorskie teksty stały się teraz bardziej klarowne, pozbawione ozdobników, zostawione w stanie niemal surowego zapisu.
Na nowej płycie The Great Divide [2026] artysta pozostaje wierny folkowej prostocie, ale w tej estetyce słychać profesjonalne rzemiosło. Produkcja jest nadzwyczaj staranna. Głos muzyka otula tło gitary akustycznej, folkowe podbicie rytmiczne, klawisze w roli cichego narratora, miejscami rockowa krawędź spięta aranżacyjną dyscypliną. W nagraniach przewijają się przestrzenne odosobnienia, w tym farma pod Nashville oraz kameralne studio. Wszystko razem wzmacnia wrażenie, że całość zapisu powstała w atmosferze twórczej izolacji i w pełnym skupieniu.
Piosenka tytułowa szybko odsłania sedno projektu. To utwór o emocjonalnych pęknięciach, po którym zostaje cicha życzliwość. Tęsknota nie musi tu oznaczać powrotu, a bliskość bywa możliwa nawet na odległość. Kahan mówi o genezie piosenki jak o chwili, gdy znów złapał właściwy ton: Pierwszy raz usiadłem z gitarą od czasu Stick Season i poczułem, że jest tu prawdziwa historii dotykająca czegoś, co nie jest dla mnie wydeptaną ścieżką. Na The Great Divide doskonale słychać ten impuls, znaczący krok naprzód bez zrywania więzi z dotychczasową konwencją.
Album otwiera End of August – fortepianowa ballada z wyraźnym obrazem drogi i pochodzenia. Kahan podąża: za nowojorskimi tablicami aż do granicy hrabstwa i opisuje rodzinne strony jako miejsce: gdzie większość dzieci / po prostu dorasta i ma dzieci… budujące domy dla bogatych. W tym kadrze zostaje niedopowiedziane to, co najważniejsze: narrator nie należy już do większości. Nagle stał się częścią lepszego świata, na rzecz którego z trudem wznosi się cudze życie. Płyta często wraca do podobnych obserwacji widzących złożone zależności i przepływy różnych warstw społecznych.
Utwór American Cars przesuwa energię w stronę rocka i fantazji o powrocie w blasku reflektorów. To wyobrażenie triumfalne, lecz podszyte nerwem: łatwo tu o pozę, jeszcze łatwiej o wstyd. Haircut brutalniej dotyka ceny oddalenia, gdy perspektywa przechodzi na stronę kogoś porzuconego. W takich momentach Kahan bywa najciekawszy – przestaje pisać dziennik, a zaczyna prowadzić dialog z własnym mitem. Artysta potrafi też umiejętnie posługiwać się obrazami lekkimi, niemal przezroczystymi, a jednak zapadającymi w pamięć. W utworze We Go Way Back pojawia się piękna metafora: Niebo to drink w ogródku ... i nagle robi się lato. Słychać szkło. Czuć zapach trawy i ulotność chwili, o jakiej zwykle przypominamy sobie dopiero po latach.
Porch Light przynosi zmianę punktu widzenia: głos matki proszącej o powrót, o mniej sławy, o mniej rodzinnych sekretów wynoszonych na scenę. Refren brzmi jak codzienny rytuał bólu: Zostawię zapalone światło na ganku / Z rozbitym sercem, każdego ranka – to jeden z tych fragmentów, gdzie Kahan trafia w czuły punkt relacji z najbliższą osobą bez podnoszenia głosu. Z kolei nagrania Dashboard i Deny Deny Deny pokazują, że Noah Kahan nadal czuje stadion. To rodzaj hymnów z refrenem gotowym do zbiorowego śpiewu. Album dzięki takim piosenkom wychodzi na otwartą przestrzeń i oddycha pełną piersią.
W warstwie lirycznej muzyk często wybiera dosłowność i proste idiomy. Słyszymy wersy w rodzaju: Czy zdarzyło ci się patrzeć prosto w słońce?, Przecinam napięcie nożem, Twoja miłość jest jak otwarty płomień, Jakby świat startował od nowa, a zegar się resetował. Taka komunikatywność bywa skuteczna, bo trafia od razu. Czasem jednak przydałoby się więcej ryzyka, więcej niedopowiedzeń i mniej polerowanych krawędzi, ale i tak nie ma wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z płytą o wielkiej sile rażenia: ciepłej, bliskiej, natychmiastowej, pisanej z wyczuciem melodii i lirycznym darem. Jednocześnie jej rozmiar i powracające motywy potrafią chwilami osłabić to uderzenie – a może już odzwyczailiśmy się od słuchania dwupłytowych wydawnictw? Zapewniam, że w tym przypadku sympatycy folka czasu nie stracą.
Mercury Records, 2026
Foto: Aysia Marotta


Tak na szybko. Nie znajduję odpowiednich słów, żeby podkreślić, jak podoba mi się ten album. Kahan jest niesamowicie utalentowanym artystą, a 17 nowych piosenek tylko to potwierdza. Nie zgodzę się z zarzutem, że jest ich za dużo. Dla mnie to wspaniała wiadomość, bo z tego zestawu mogę sobie ułożyć najpiękniejszy album świata - a naprawdę jest z czego wybierać. Teksty są tutaj kluczowe i są czymś więcej niż tylko zestawem podstawowym. Po pierwszym odsłuchu już wiem, że sporo przegapiłem, więc The Great Divide wrzucam do plecaka i śmigam na majówkę.
OdpowiedzUsuńJak rozumiem rowerem ......
UsuńInaczej być nie może
Usuń