Ed O'Brien od lat pełni w Radiohead rolę szczególną, o której dosyć rzadko się mówi. To gitarzysta odpowiedzialny za atmosferę nagrań, za pogłosy, za soniczne plamy dźwięków, za to, co nadaje utworom Radiohead głębię i natychmiastową rozpoznawalność. Na drugiej solowej płycie Blue Morpho [2026] artysta zabiera tę wrażliwość na własne podwórko i buduje z niej siedem utworów o różnorodnej tożsamości, w której motywy wędrują, zmieniają barwę i rosną jak organizm pączkujący w kolejnych podziałach. Album nie stawia na błyskawiczny efekt, ale uruchamia proces zjawisk zachodzących na osi czasu – zjawisk skupionych, a zarazem niezwykle sugestywnych.
Blue Morpho wyrasta z trudnego okresu zawieszenia pamiętającego okres pandemicznego zamknięcia. O'Brien otwarcie mówi o depresji, z której wychodził w trakcie powstawania materiału. Czas spędzony na walijskiej prowincji, szkicowanie pomysłów na gitarze akustycznej i wsparcie od przypadkowo spotkanych muzyków, zainicjowało powstanie szeregu kompozycji, w tym kilku o szczególnej głębi i kontemplacyjnym charakterze. Atmosfera płyty wyrasta ze skojarzeń związanych z naturą splatającą się z elektryczną wrażliwością O’Briena. W brzmieniu nagrań pojawia się motyw powolnego wychodzenia z izolacji, słyszalny w ułożeniu partii gitarowych, w nagraniach terenowych, w miękko poprowadzonych liniach melodycznych, jak również w sposobie, w jaki perkusja, bas i elektronika organizują przestrzeń dla całego projektu.
Finezyjna konstrukcja dwóch pierwszych utworów działa jak samowystarczalny organizm. Incantations otwierający album przynosi brzmienie, które od razu ustawia refleksyjny, a jednocześnie powoli narastający ton. Gitarowe prowadzenie ma charakter rytualny. Poszczególne fragmenty układają się w sekwencje, które brzmią jak zaklęcia powtarzane w coraz to innych barwach. Charakterystyczne są pogłosowe obramowania gitarowych motywów, dopracowana elektroniczna poświata oraz świadome, starannie wykonane partie wokalne. Ożywiona, psychodeliczno-krautrockowa kulminacja ukazuje muzyka przekuwającego odzyskany spokój w niczym niezmąconą energię twórczą.
Tytułowy Blue Morpho wchodzi na zupełnie inną orbitę, zachowując całkowitą spójność z resztą materiału. Pojawia się pływający motyw o wyraźnie melodyjnej lekkości. Tu naturę słychać dosłownie; wplatanie odgłosów lasu ożywia kompozycję i rozszerza ją o wymiar przestrzenny, a szczegółowo rozpisana sekcja smyczków prowadzi słuchacza jak duchowy przewodnik, dla którego piękno natury staje się nadrzędnym punktem odniesienia. Ta dźwiękowa potęga opiera się na wybitnym zapleczu wykonawczym. Aranżacje smyczkowe Tõnu Kõrvitsa wykonane przez Tallinńską Orkiestrę Kameralną stanowią integralną część projektu. Ścieżka fletu Shabaki Hutchingsa rozjaśnia kompozycje, a Dave Okumu, Crispin Robinson, Nick Ramm oraz Phil Selway wnoszą do studia ogromne doświadczenie, tworząc zbalansowany fundament dla pozostałych nagrań.
Sweet Spot kieruje słuch w stronę poszukiwania cichej przystani. W warstwach dźwiękowych pojawia się świadoma gra kontrastów: delikatność wokalu współgra z gęstą fakturą instrumentów, a syntezatorowy obrys tworzy miękką kopułę brzmieniową. To utwór o uważności. Jego wdzięk wynika z instynktowego wyczucia, jak długo utrzymywać napięcie, zanim nadejdzie ulga. Punkt zwrotny przynosi Teachers. Energiczny puls, elementy trip-hopu i afro-popu oraz bardziej agresywna gitara przełamują dotychczasowy nastrój. O'Brien śpiewa o zagubieniu w połowie drogi życiowej i przejściu z roli ucznia w rolę nauczyciela. W drugiej połowie utworu bas osuwa się pod syntezatorowe fale i płomienne bębny, a przetworzona gitara wchodzi z siłą, jakiej wcześniejsze utwory celowo unikały.
Nieco krótsze, elektroniczne przerywniki porządkują emocjonalną mapę wydawnictwa. Solfeggio płynie na ciężkich syntezatorach i gęstym, niemal transowym fundamencie. Z kolei Thin Places przywołuje aurę ambientowych przestrzeni znanych z płyt Radiohead, a migotliwe brzmienie fletu nadaje całości mistyczny charakter. Blue Morpho wieńczy Obrigado, dziękczynny ukłon w stronę Brazylii. O’Brien oddaje hołd południowoamerykańskiej witalności poprzez rytmy inspirowane sambą i bossa novą. Połączenie ambientowych akcentów, wyluzowanych wokali i rytmicznych beatów emanuje słonecznym ciepłem, podczas gdy wielobarwne gitarowe outro urasta do katedralnych rozmiarów.
Trzeba jednak zaznaczyć, że Blue Morpho ma swoje ograniczenia. Album celowo trzyma się niskiego rejestru emocjonalnego i przez większość czasu trwania unika konfrontacji z dynamiką, na jaką pozwalałby zgromadzony zespół. Instrumentalne interludia, choć funkcjonalne, mogłyby zyskać na rozbudowie. Momenty, w których album naprawdę się otwiera, jak kulminacja Incantations, emocjonalne bogactwo utworu tytułowego czy środek Teachers, pokazują potencjał rzadko wykorzystywany w pozostałych fragmentach. Równowaga między kontemplacją a energią przechyla się wyraźnie w stronę tej pierwszej, co sprawia, że powtórne odsłuchy mogą tracić na intensywności w środkowej części płyty.
Transgreessive Records, 2026
Foto: Rolling Stones Magazine

Komentarze
Prześlij komentarz