Przejdź do głównej zawartości

W objęciach flamenco


Sztuka flamenco działa na słuchacza jak dobrze opowiedziana historia: wciąga, przyspiesza tętno, potrafi zranić i uleczyć w tym samym momencie. Gdy jej centrum stanowi gitara uzupełniona żarliwym wokalem, powstaje uczucie napięcia pomiędzy dyscypliną a spontanicznością, precyzyjnym rytmem a nieprzewidywalnym wybuchem emocji. Urok tej kombinacji bierze się z faktu, że muzyka flamenco niczego nie udaje. Jest żywą energią samą w sobie. Słychać w niej chropowatość głosu, napięcie oddechu, gwałtowność ataku strun, na których wisi cały sens. Flamenco często rodzi się z niedoskonałości: z pęknięcia barw, z szorstkiego vibrato, z uderzenia palców o pudło gitary brzmiących jak niezdarny krok na wyboistej drodze życia.

Słuchanie flamenco przypomina wejście do świata o własnych prawach czasu. Wiele stylów flamenco opiera się na cyklach rytmicznych compás przypominających koło: cykle wracają, ale za każdym razem niosą inną energię. Nawet na słuchacza nieznającego teorii, compás działa instynktownie. Ciało i słuch stopniowo zaczynają rozumieć akcenty, przewidywać kulminacje, czekać na moment gitarowego wzmożenia aż śpiew zawiśnie na granicy wokalnych możliwości. Z perspektywy słuchacza jest to przeżycie niemal teatralne – dramat bez scenografii, gdzie wszystko dzieje się wokół żarliwych emocji. 

Wokal we flamenco ma szczególną siłę i często bywa nieokrzesany – nie zawsze szuka gładkości. Nawet jeśli nie rozumiemy słów, instynktownie wyczuwamy ich sens: żal, dumę, tęsknotę, gniew, radość. Śpiew flamenco nie ukrywa wysiłku. Czasem brzmi, jakby walczył o każdy ton. I właśnie ta walka porusza: słyszymy głos człowieka, który nie zawsze jest wokalnym ideałem, ale czymś realnym, oddychającym, kruchym, a jednocześnie odważnym. Z kolei gitara flamenco niesie własny język. Jej urok tkwi w kontrastach: potrafi być delikatna, dźwięczna, rytmiczna, a za chwilę gwałtowna i brutalna. Jej ekspresyjny ton rodzi się nie tylko z gładkich nut, lecz także z zaczepnych, skomplikowanych technik, które w innych tradycjach bywają rzadkością.

Tajemnica wspólnego grania ma w sobie coś z chodzenia po linie. Żeby zabrzmieć dobrze, nie wystarczy techniczna biegłość. Potrzebne jest wyczucie, słuchanie, reagowanie na drobne sygnały. To rodzi fascynującą intensywność: muzycy są na siebie skazani i muszą ufać zespołowej intuicji. We flamenco istnieje pojęcie duende, często opisywane jako rodzaj "ducha" lub "bożej łaski". W praktyce jest to ten moment, gdy artyści przekraczają granice własnych umiejętności, a potem wydarza się coś nieobliczalnego: dreszcz emocji, nagły zryw i wrażenie, że muzyka sama prowadzi. W duecie gitara-wokal duende potrafi manifestować się szczególnie wyraźnie, bo wzajemna relacja jest w pełni odsłonięta – nie ma innych instrumentów, za którymi można się schować. Słyszalny jest każdy gest, każdy błąd i każde olśnienie. 

Ilustracją tego metafizycznego stanu jest utwór Damme nu ricciu, pochodzący ze zbliżającej się płyty katalońskiego gitarzysty i producenta Raüla Refree i piosenkarki Marii Mazzotty z udziałem chóru Cor Pleiade. Nagranie zawiera jeden z najbardziej dramatycznych tekstów miłosnych zaczerpniętych z tradycji półwyspu Salento. Raül Refree modyfikuje melodię pieśni i przenosi ją do niemal hipnotycznego wymiaru, podczas gdy Maria Mazzotta prowadzi tekst z niezwykłym wyczuciem melancholii, która nigdy nie płonie tak samo. Na osi czasu, za każdym razem inne będzie tempo serca, inny ciężar ciszy między nutami, inne drżenie głosu. A jednak rozpoznajemy ten świat natychmiast: świat, w którym rytm jest kręgosłupem, gitara ciałem, a głos duszą opowieści:



Galileo MC, 2026
Foto: AI screenshot

Komentarze

  1. Niewierny Tomasz09 stycznia

    Gospodarz chyba darzy flamenco wielką atencją ......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka miłość nieodwzajemniona, bo nigdy nie miałem okazji posłuchać tej muzyki na żywo, w hiszpańskich realiach. Temat o muzyce flamenco od dawna wisiał w powietrzu, a utwór Damme nu ricciu tylko rozpalił ten ogień.

      Usuń
  2. Ola I Maciek09 stycznia

    Wcale to nas nie dziwi, bo pieśń cudna, płomienna, uduchowiona, pełna żaru.

    OdpowiedzUsuń
  3. I możliwe, że stopi każde serce, nawet gdy za oknem -12!

    OdpowiedzUsuń
  4. < kantor wymiany >10 stycznia

    Marek, masz trochę więcej informacji na temat tej płyty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Damme nu ricciu jest singlem zapowiadającym album Raül Refree & Maria Mazzotta - San Paolo di Galatina, nagranym dla wytwórni Galileo MC. Album ukaże się 30 stycznia. Więcej informacji tutaj.

      Usuń
    2. < kantor wymiany >10 stycznia

      Wielkie dzięki!

      Usuń
  5. P-a-c-y-f-a11 stycznia

    Cóż za emocje! To nie pierwszy raz, gdy chce się powiedzieć pięknie napisane i pięknie zagrane! Masz wielki dar opowiadania o muzyce :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz