Ásgeir porzuca bezpieczny azyl cudzych słów. Po wydaniu kilku płyt opartych na tekstach pisanych przez innych, islandzki artysta postanowił przemówić własnym językiem. Ten gest nabrał ciężaru kolejnych decyzji stylistycznych. Na płycie Julia [2026] słychać subtelną zmianę warsztatu, a także przesunięcie środka ciężkości z opowieści podanych przez filtr, w stronę historii przeżytych osobiście. Ásgeir zawsze śpiewał tak, jakby emocje były jedyną formą prawdy, a wrażliwość narzędziem przypominającym instrument. Nowy album te cechy wzmacnia, chociaż nie jest zbudowany z rewolucyjnych deklaracji. Brzmieniowo Julia ląduje na fundamencie gitary akustycznej prowadzącej narrację i rozległej przestrzeni zostawionej wokalowi. W nagraniach czuć dyscyplinę i zamysł twórczy. Nic tu nie przytłacza, nic nie wpycha się przed szereg. Instrumentarium zostaje podane w dawkach idealnie odmierzonych, a całość zachowuje przyjemny indie-folkowy charakter nawet wtedy, gdy aranżacje łagodnie się rozrasta...
o muzyce z kulturą