Ważnym punktem odniesienia dla tego projektu pozostaje Something in the Room She Moves [2024]. Holter wraca do pomysłów obecnych na wcześniejszej płycie i traktuje jako punkt wyjścia do dalszej pracy. Najlepiej słychać to w cyklu utworów Materia 2 i 3. Kolejne części zachowują wspólny rdzeń, ale zmieniają jego proporcje i charakter. To ciekawy sposób budowania i przesuwania akcentów: zamiast rozwijać jeden temat linearnie, Holter pokazuje go z kilku perspektyw. Ten sam pomysł może stać się bardziej gęsty, pusty, wolniejszy lub niemal abstrakcyjny.
Materia 2 trafnie ilustruje, jak działa ta metoda. Muzyka zostaje rozbita na pojedyncze akordy i krótkie frazy wokalne, pomiędzy którymi pracują automat perkusyjny, bas i klarnet. Instrumenty zachowują dużą niezależność, a jednocześnie tworzą spójną całość. Klarnet sprawia wrażenie, jakby stale szukał własnego miejsca, bas wprowadza lekko chwiejny ruch, a perkusyjny puls porządkuje całość bez nadawania jej oczywistego kierunku. Wokal Julii Holter spotyka się z głosem Jessiki Kenney, co dodatkowo wzmacnia wrażenie powrotu do wcześniejszych rozwiązań. Istotna jest również praca nad tekstem. Część wersów powraca, lecz ich znaczenie zmienia się wraz z muzyką. Holter nie traktuje tu powtórzeń jako prostego przypomnienia. Słowa wybrzmiewają podobnie, ale zmienia się ich emocjonalny ciężar. To jeden z najciekawszych elementów płyty pokazujący, że pamięć nigdy nie jest statyczna – wracając do tego samego zdania po pewnym czasie, zawsze usłyszymy je trochę inaczej.
Materia 3 jeszcze mocniej ogranicza środki. Kompozycja zostawia między dźwiękami więcej miejsca, dzięki czemu szczególnego znaczenia nabierają pauzy i wybrzmienia. Wokal zostaje spowolniony i przetworzony, przez co zaczyna funkcjonować jako faktura. Ten zabieg oddala głos od jego naturalnej, ludzkiej charakterystyki, ale jednocześnie zwiększa jego sugestywność. Utwór przypomina fragment wspomnienia, którego nie da się już odtworzyć w całości. Pozostają pojedyncze obrazy, głosy, gesty, a resztę trzeba dopowiedzieć samemu. Nagranie wymaga cierpliwości, lecz ta cierpliwość przynosi konkretną nagrodę: po kilku odsłuchach pozornie drobne zmiany zaczynają tworzyć większy obraz.
Ciekawym kontrapunktem w tym zestawie jest dziesięciominutowy My Twin – jeden z najbardziej otwartych, improwizacyjnych fragmentów płyty. Wokale nakładają się na siebie, perkusja utrzymuje puls, a syntezatory stopniowo zagęszczają fakturę. Kompozycja potrzebuje czasu, żeby osiągnąć pełną intensywność. Kulminacja pojawia się dopiero po dłuższym narastaniu. Nie prowadzi słuchacza od zwrotki do refrenu, tylko pozwala materii stopniowo zmieniać gęstość. Ważną rolę odgrywa tutaj cisza. Przerwy nie pełnią funkcji zwykłych przejść pomiędzy kolejnymi fragmentami, lecz wpływają na poczucie czasu. Słuchanie staje się bardziej świadome, ponieważ uwaga zaczyna wychwytywać relacje pomiędzy pozornie odległymi elementami. Fantazy wykorzystuje podobną zasadę, ale proponuje znacznie bardziej dynamiczny przebieg. Poszczególne elementy utworu wydają się pochodzić z różnych światów, ale ich zestawienie ma własną logikę. Holter interesuje tarcie pomiędzy uporządkowaniem a swobodą. Z jednej strony kontroluje materiał, z drugiej zostawia miejsce na jego nieprzewidywalne zachowanie.
Tak więc Materia przede wszystkim jest projektem o ruchu; o przechodzeniu pomiędzy stanami, powracaniu do znajomych miejsc z innym doświadczeniem i o tym, jak czas zmienia odbiór dźwięków, które wydawały się już rozpoznane. Julia Holter tworzy muzykę wymagającą, ale pozbawioną demonstracyjnej pozy. Dzięki temu Materia może być jednocześnie precyzyjnym studium brzmienia i osobistą refleksją nad pamięcią. Forma płyty dojrzewa podczas słuchania, a najciekawsze momenty pojawiają się często tam, gdzie muzyka zwalnia, rozrzedza się i pozwala dodać własną interpretację.
Domino, 2026
Foto: Camille Blake
Tym razem Julię Holter zastajemy stąpającą po wodzie, a ona robi to z tak bezwysiłkowym wdziękiem, że narzekanie byłoby nie na miejscu :)
OdpowiedzUsuńZbieg okoliczności sprawił, że wczorajsza nocna ulewa była idealnym tłem dla tej premiery. W mojej głowie utkwiły dwa mocne fragmenty. Pierwszy z utworu "Clepsydra", w którym Holter manipuluje głosem tak, że każde słowo wydaje się czymś w rodzaju symfonii, oraz drugi bardziej emocjonalny, wypełniający wnętrze "My Twin", z którego Holter zaczerpnęła riff, aby zbudować utwór "Fantasy". Długo siedziałem przy tych kawałkach i muszę przyznać, że cały album bardzo zyskuje po kilku przesłuchaniach.
OdpowiedzUsuń