Przejdź do głównej zawartości

Po ziemi, w stronę światła


Jeśli jest jedna rzecz, jakiej nauczyliśmy się z dorobku muzycznego Beth Orton na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat, to ta, że nie należy podchodzić do nowej płyty artystki z oczekiwaniem, że będzie brzmiała podobnie do poprzedniej. W rozległej i nieustannie ewoluującej karierze pochodząca z Norwich brytyjska piosenkarka i autorka tekstów za każdym razem wprawnie żongluje instrumentami, gatunkami i stylami, odbierając słuchaczom poczucie komfortu wynikające z prostego przyporządkowania.

Kolejne płyty Beth Orton nie tyle rozwijają jeden rozpoznawalny schemat, ile testują nowe sposoby mówienia o tych samych sprawach: o relacjach, pamięci, stracie, żałobie, nadziei. W ośmiu utworach The Ground Above [2026] to podejście widać szczególnie wyraźnie. Po udanej próbie samodzielnego wyprodukowania płyty Weather Alive [2022] Orton zdecydowała powtórzyć podobny schemat pracy, ale tym razem bardziej skupia się na aranżacyjnych detalach, jednocześnie zachowując najważniejsze cechy własnej twórczości: cierpliwe budowanie napięcia, gra ciszą, emocjami i rytmem w takich proporcjach, by słuchacz nie dostał gotowej odpowiedzi, tylko został wciągnięty w wielowarstwowy proces. 


The Ground Above jest konsekwentny i odważny w zmianach. Zamiast prowadzić słuchacza przez wyraziste, łatwe do zapamiętania zwroty akcji, Orton pozwala utworom rozwijać się w intuicyjny, naturalny sposób. Najczęściej zaczyna się od drobiazgu, cząstki melodii utrzymującej napięcie, dopiero później dochodzi rytm i warstwa instrumentalna. Budowanie długim dystansem sprawia, że emocje przestają być oprawą, a stają się fundamentem płyty. Punktem odniesienia jest utwór tytułowy. Kompozycja otwiera album w najbardziej rozległej postaci: to ponad osiem minut muzyki, w której wszystko odbywa się krok po kroku. Dźwięki fortepianu i niskie, dronujące tło budują napięcie, podczas gdy wokal Orton wchodzi lekko wahliwy w barwie, jakby dopiero osadzał się w przestrzeni. Dwa pierwsze minuty zawieszają utwór w półcieniu, dopiero później pojawia się perkusyjny impuls, a całość nabiera zespołowej siły. Budowanie intensywności odbywa się falami, jakby melodia i rytm uczyły się mowy, której sens wyrasta z powolnych zmian dramaturgii. Tekst przybiera formę triady smutku, miłości i przetrwania. Orton wypowiada tu kluczową deklarację: Jestem niepokonana przez smutek. Gdy w kolejnym zdaniu pojawia się obraz: rozdzierając ziemię ku niebu nad nami, piosenka przechodzi od osobistego doświadczenia do zewnętrznej metafory. Rozległa skala obrazu nie burzy nastroju, raczej wzmacnia cierpliwość wykonania.

Logika stopniowego wyłaniania przenika cały album. Orton buduje napięcie przez powolne przesuwanie uwagi, przez układanie emocji w warstwy, aż zaczną brzmieć jak rzeczywiste zdarzenia, a nie abstrakcyjne myśli. Before I Knew jest tego dobrym przykładem. Nagranie przybiera formę wspomnienia, które jeszcze formuje się w umyśle, zanim stanie się opowieścią. Z kolei w utworze Cigarette Curls pojawia się jeszcze inny sposób budowania oparty na ruchu wprost. Orton często pozwala nagraniom rozwinąć się w czasie, a to rozszerzenie przestrzeni sprawia, że drobne zmiany tonu, nacisku i uwolnienia stają się pełnoprawnymi wydarzeniami muzycznymi. W krótszym formacie takie szczegóły najpewniej zniknęłyby w tle – tutaj tworzą główną treść. Jednak serce albumu bije w głosie artystki: drżącym, migotliwym, chropowatym, dodającym każdej piosence szczególnej intymności. W nagraniu Waiting wokal Orton brzmi jak szept skierowany do kogoś siedzącego naprzeciw: czekałam, aż ból przeminie. To wers, który zamienia cierpienie w proces. Jest w nim wytrwałość i zgoda na uciążliwość życia. W kolejnych fragmentach tekstu pojawia się idea oczekiwania: na właściwy moment, a potem pragnienie odnalezienia drogi: by wrócić do domu. Wystarczy kilka takich zdań, aby piosenka stała się szczegółową mapą wewnętrznych emocji. 

Aranżacje wokół głosu Orton stale pracują na kontrastach, przełączając się między wstrzymaniem a uwolnieniem. Bas Toma Herberta nadaje ciężar, który nie przytłacza. Perkusja Chrisa Vatalaro zamienia piosenkę w ruch rytmiczny, a klawisze Sama Beste utrzymują harmonię w stabilnych rejestrach. Wokół głosu artystki Dave Okumu, Sam Amidon i Christos Stylianides dodają dźwięki gitary i trąbki, które rozszerzają pole widzenia. Shahzad Ismaily dba o dolne rejestry i fakturowe niuanse, dostarczając basu, syntezatorów oraz małych zawirowań zmieniających napięcie pod wokalem. Brzmienie płyty czerpie inspirację z folku, jazzu i ambientu, ale ostateczny wybór zawsze należy do Orton. 

Utwór finałowy Otherside wychodzi na zewnątrz, jakby chciał pokazać, że emocjonalna podróż dostrzega również horyzont. Tekst nagrania zaczyna się w środku bezsennej nocy, a potem rozrasta się w piosenkę o wolności i próbie przetrwania. Śpiewam o swojej wolności – ten wers rozszerza linię o kolejny dzień i daje szansę: by zrobić to dobrze. W tym miejscu album nabiera lekkości. Pojawia się wiara, że noc formuje narzędzia do zmiany, a jutrzenka nadaje kierunek właściwym decyzjom.

The Ground Above ufa spowolnieniu, ale nie robi z tego pozy. Beth Orton pozwala trudnym emocjom pozostać otwartymi i niesie je poprzez rytm warstwy instrumentalnej i sposób, w jaki prowadzi narrację. Na pierwszy plan wysuwa się dojrzałość artystyczna pozwalająca wszystkim elementom płyty odnaleźć równoważący balans. W efekcie słuchacz otrzymuje album drobiazgowo przemyślany, poszukujący, głęboko osadzony w emocjonalnym doświadczeniu, zachęcający do analizy i częstych powrotów.




Partisan Records, 2026
Foto: Stephen Ellcock, Jonathan Reid-Edwards

Komentarze

  1. P-a-c-y-f-a28 czerwca

    Kocham ten głos :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezawodny muzycznie, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach album. Do dzisiaj nie mogę pojąć, dlaczego twórczość Beth Orton cieszy się tak niewielkim zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bartek Sikora28 czerwca

      Właśnie. Sam jestem ciekawy, czy The Ground Above odnajdę w piątkowym notowaniu UK Official Albums Chart Top 100

      Usuń
  3. "Cigarette Curls" wyraźnie przykleił mi się do uszu. Podoba mi się bezpośredniość tego kawałka, który w końcowym fragmencie rozwiewa się jak dym z papierosa.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz