Man/Woman/Chainsaw wkracza do świata popkultury jak zbudowany z obrazów kolaż, w którym każdy fragment zachowuje własną temperaturę i barwy. Punkt wyjścia stanowi londyńska przestrzeń dzielnicy Brixton i funkcjonująca tam scena Windmill, ale kierunek rozwoju brzmienia jest znacznie szerszy. Zespół przez ostatnie lata budował rozpoznawalność dzięki twórczym przeskokom między art rockiem, punkową energią i popową finezją, a debiutanckie single Adam & Steve oraz MadDog wyznaczyły mapę, po której sekstet porusza się do dziś. Materiał zebrany na Cannonball [2026] domyka ten proces w formie pełnego albumu, utrwalając przekrój tego, co wcześniej działało w urywanych kadrach.
Największym osiągnięciem Cannonball okazuje się aranżacyjna konstrukcja płyty. Materiał trwa niewiele ponad czterdzieści minut, jednak każdy utwór pełni określoną funkcję w jej dramaturgii. Man/Woman/Chainsaw z niezwykłą swobodą operują kontrastami, prowadząc słuchacza od momentów kameralnych do eksplozji hałasu, od subtelnych melodii do gwałtownych spiętrzeń instrumentalnych. Każdy wybuch energii wynika z logiki narracji, a każdy moment wyciszenia przygotowuje grunt pod kolejne emocjonalne przesilenie, zachowując przy tym wyraźnie nakreślony kierunek.
Producentami Cannonball są Seth Evans i Margo Broom, a ich udział słychać w sposobie, w jaki skrajności układają się we wspólną perspektywę. Sercem płyty pozostaje umiejętność pisania harmonii długo wybrzmiewających po ostatnim dźwięku. Utwory Lighter oraz Still Angry eksponują zdolność zespołu do budowania bujnych, emocjonalnie nośnych ballad. Tutaj art rock staje się językiem odczuć mniej teatralnych, a bardziej pogłębiających rytmikę rockowej bezpośredniości. W innym miejscu, nagrania The Thing oraz singlowe Goddamn, Lizard Man!, działają jak małe eksplozje w dobrze kontrolowanej przestrzeni. To dynamika surowa, a zarazem dopracowana, w której zespół potrafi rozpędzić się do granic chaosu, a następnie wrócić do czytelnego pulsu.
Otwierający płytę utwór Only Girl jest czymś w rodzaju pomostu między światem lirycznym a światem szalonej pogoni. Piosenka wprowadza do albumu indie rockowy motyw o niewiarygodnie chwytliwym obiegu melodii. Wrażenie harmonii pojawia się od razu, ponieważ w tym fragmencie energię prowadzą dwa nastawienia, rockowy zryw i popowa precyzja, które spotykają się w jednym rytmicznym pędzie tworzącym spójny obraz. Szczególny ciężar dramaturgiczny niesie kompozycja Canyons. Utwór zaczyna melancholijna forma ballady prowadzona przez fortepian, by w końcowej części rozwarstwić obraz na rozognione smyczki i rytmiczne delirium wmontowane w geometrię wcześniej wyznaczonego rytmu. Ten gest przejścia od intymności do zgiełku staje się deklaracją dla całej płyty.
Istotną rolę odgrywa również otwartość na eksperyment. Nosedive – najdłuższe nagranie na płycie, rozwija hipnotyczny motyw syntezatora i konsekwentnie narastające napięcie. Kompozycja przywołuje skojarzenia z najciekawszymi utworami brytyjskiej popkultury, zachowując przy tym własny charakter. Man/Woman/Chainsaw wykorzystują tutaj rozbudowaną formę do stworzenia muzycznego spektaklu, który wciąga i prowadzi do imponującego finału.
Na osobne uznanie zasługują ścieżki wokalistów. Billy Ward, Emmie-May Avery i Vera Leppänen tworzą niezwykle charakterystyczny dialog głosów. Poszczególne barwy uzupełniają się, wzmacniając dramaturgię kompozycji i wprowadzając poczucie wielogłosowej opowieści. Szczególnie efektownie wypada to w utworze The Thing oraz zamykającym album nagraniu Something Else To Give, gdzie splecione partie wokalne budują emocjonalne zakończenie całego wydawnictwa. Naturalność wykonania oraz odmienna szorstkość głosów dodaje autentyczności, która staje się jednym z najważniejszych atutów grupy.
Po czterech latach wydawania interesujących pojedynczych utworów, które częściej krążyły w obiegu fanów, niż trafiały do powszechnej świadomości, zespół podsumował dotychczasową drogę w formę albumu gotowego do szerszego odbioru. Man/Woman/Chainsaw zebrali wpływy, przekształcili je we własny język i ułożyli z nich doświadczenie o mocnym charakterze. Cannonball prezentuje ten moment, w którym muzyczna ciekawość przechodzi w rozpoznawalny styl, a wspólnotowa energia znajduje swoją finalną postać gotową do zajęcia ważnego miejsca w gronie najciekawszych brytyjskich formacji nowego pokolenia.
Universal, 2026
Foto: Charlie & Charlie

Na tle tegorocznej popowej nędzy Man/Woman/Chainsaw wypadają całkiem przyzwoicie. Sporo ciekawych pomysłów i kilka zaskakujących stylistycznych wolt trzyma mnie przy tej płycie chyba najbardziej.
OdpowiedzUsuńWszystkie śpiewające dziewczyny są świetne, ale wokaliście zabrałabym mikrofon :)
OdpowiedzUsuńaż tak okrutny bym nie był
UsuńZastanawiam się, co w Man/Woman/Chainsaw najbardziej mi się spodobało, ale połączenie bardzo dobrej produkcji, wkręcających wokali i chęci zespołu do łączenia różnych pomysłów sprawia, że słuchanie tego jest dosyć przyjemne. Według mnie płyta dla poszukujących odkrywców. Weźmy taki niepozorny "Snakebite", w którym drzemie naprawdę spory potencjał.
OdpowiedzUsuńteż zwróciłem uwagę na ten utwór
UsuńGłos trochę przypomina wczesną Kate Bush.
Usuń