Sam pomysł zawiera w sobie zjadliwą ironię. Usona – skrót od United States of North America, brzmi jak nazwa projektu administracyjnego, korporacyjnej marki albo państwowej inicjatywy stworzonej przez zespół specjalistów od zarządzania przyszłością. Hotel Usona korzysta z tej oficjalności i przekształca ją w scenografię zbiorowego rozkładu, gdzie własność przechodzi z rąk do rąk, inwestorzy zawłaszczają coraz większą przestrzeń, a wszystko podporządkowane jest obietnicy krociowych zysków, w których życie jednostki staje się bezimienną liczbą w arkuszu kalkulacyjnym firmy.
Hotel znajduje się tam, gdzie takie miejsca rzeczywiście funkcjonują: przy zjazdach z autostrad, tuż obok marketów, na obrzeżach niewielkich miast pozbawionych wyraźnego centrum. Anonimowość budynku staje się źródłem grozy. To przestrzeń zaprojektowana dla ludzi przejezdnych, zawieszonych pomiędzy jednym miejscem a drugim, często pozbawionych własnego terytorium. W takim miejscu łatwo przestawić człowieka z pozycji mieszkańca na pozycję lokatora, z uczestnika na użytkownika. Hotelową dobę opisuje regulamin, rytm wyznacza infrastruktura, a prywatność staje się płatną usługą.
Joe Casey – lider zespołu i autor tekstów oprowadza po tym wnętrzu głosem człowieka, który zna każdą tajemnicę obiektu. Jego narracja łączy polityczny sarkazm z obsesyjną potrzebą konkretu. Zamiast abstrakcyjnych diagnoz dostajemy pokoje, klamki, niestandardowe zachowania dziwnych ludzi, kuloodporne szyby, podgląd kamer śledzących, recenzje w Google, personel sprzątający oraz wyposażenie wnętrz noszące ślady zużycia. Dzięki temu historia poszczególnych miejsc przybiera fizyczną postać procesu społecznego. Upadek państwa można zobaczyć na korytarzu, erozję wartości poczuć w zapachu brudnej pościeli, a przemoc usłyszeć za tekturową ścianą.
Casey personalizuje te wnętrza nazwiskami z pierwszych stron gazet. JD Vance otrzymuje miejsce przypominające grobowiec człowieka pozbawionego osobowości, potomka porażki i herolda niestabilnej przyszłości. Z kolei miliarder Peter Thiel pojawia się w obrazie pogrzebu za życia, sąsiadującym z figurą wielkiego faraona. Niektóre sceny przypominają instalacje w muzeum osobliwości. Każdy eksponat jest elementem politycznej układanki, w którym mroczne idee przechodzą w praktykę, a usłużne instytucje zamieniają je w bezprawie, dostarczając wystarczająco dużo materiału na wymowne teksty:
Uwięzienie – taka jest polityka
Bogactwo rządzi – taka jest polityka
Hail białego boga – taka jest polityka
Męska supremacja – taka jest polityka
Najbardziej zwarte ujęcie tego dramatu przynosi utwór Feed the Sewer stanowiący jeden z najciemniejszych fragmentów płyty. Sztuczna inteligencja pojawia się tutaj jako maszyna karmiona odpadami naszej cywilizacji. System przetwarza wszystko, co trafia do jego wnętrza, po czym zwraca papkę gotową do ponownej konsumpcji. Metafora technologiczna nabiera charakteru biologicznego. Maszyna zaczyna przypominać organizm, który żywi się ludzkimi odpadami. Muzyka wzmacnia ten obraz. Rytm krąży, powraca, zagęszcza się i ponownie wyrzuca materiał na powierzchnię. Refren działa jak mechanizm przymusu. Słuchacz doświadcza struktury, o której mówi tekst: karmienie, przetwarzanie, wydalanie, ponowne karmienie. W ten sposób Protomartyr osiągają coś więcej niż publicystyczną celność, a wypaczone idee zostają wpisane w fizyczną konstrukcję utworu.
Hotel Usona odczuwalnie rozwija paletę dźwiękową zespołu. Muzycy z Detroit od dawna potrafili rozszerzać postpunkową bazę o instrumenty dęte i smyczkowe, ale tutaj eksperyment staje się fundamentem dramaturgii. Produkcja nie wygładza materiału, tylko porządkuje jego chaos i pozwala każdej ścieżce działać z pełną intensywnością. Ważną rolę odgrywa gitarzysta Greg Ahee. Jego partie potrafią rozcinać utwór, tworzyć napięcie i otwierać boczne przejścia zmieniające perspektywę. Bardzo ważnym instrumentem okazuje się również perkusja Alexa Leonarda. Brzmienie perkusjonaliów należy do najbardziej ekspresyjnych składowych płyty. W Feed the Sewer werble przetaczają się jak gwałtowny marsz, w Converts rytm zostaje pocięty i pozbawiony stabilnego gruntu, w The Knife Dream pojawiają się gongi dzwonów. Leonard nie traktuje rytmu jako metronomicznego rusztowania, ale poprzez częste zmiany konsekwentnie buduje fizjologię albumu: przyspiesza puls, podnosi ciśnienie, otwiera przestrzeń dla głosu, pozwala nagraniom osiągać napięcie bez uciekania w czysty efekt.
Produkcja Dave Fridmanna sprawia, że intensywność płyty zachowuje wyraziste kontury. Każdy instrument pozostaje czytelny, nawet gdy całość osiąga poziom niemal sonicznego przeciążenia. Album brzmi jak konstrukcja zaprojektowana przez inżyniera dźwięku obsesyjnie kontrolującego obciążenie każdej ścieżki. Hałas ma swoje granice. Cisza ma swoje miejsce. Rytm, głos, gitary, rogi i smyczki tworzą przestrzeń, w której nic nie pojawia się przypadkowo.
W konsekwencji Hotel Usona działa jak spójna opowieść o wielkim mocarstwie znajdującym się w stanie wyczerpującego kryzysu. Protomartyr przekładają polityczne i społeczne napięcia na konkretne sceny oraz muzykę o natychmiastowej sile rażenia. Koncepcyjny układ płyty porządkuje narrację, ale to brzmienie decyduje o jej intensywności. Zespół pokazuje, jak bezprawie, przemoc, technologia i instytucjonalna kontrola przenikają codzienność, pozostawiając po sobie ślady w języku, w szubrawym zachowaniu polityków czy gasnących relacjach między zwykłymi ludźmi. Wyblakły złoty orzeł z okładki dopełnia tego obrazu, łącząc państwowy prestiż z wrażeniem zużycia, które trudno wymazać z pamięci.
Domino Recording, 2026
Foto: Trevor Naud

Atmosfera "The Knife Dream" robi na mnie największe wrażenie. Niejasny i przerażający utwór o brutalnej myśli, której główny bohater utworu nie może się pozbyć. Nie padają imiona, nazwiska, żadne nazwy ani opisy miejsc, a i tak można się poczuć współwinnym czegoś makabrycznego, co zbliża się wielkimi krokami: "Let this violence stain as the record of what you've done … Take it. Bury it. To the hilt. In the folds of fat".
OdpowiedzUsuńPo chłopakach z Detroit trudno spodziewać się piosenek o gwiazdach i bezchmurnym niebie. Jak do tej pory, to chyba najmocniejszy przekaz kapeli, która z racji miejsca zamieszkania mocno siedzi w realiach, więcej widzi, więcej czuje i zawsze stoi w opozycji do zakłamanej propagandy. Ja im po prostu wierzę.
OdpowiedzUsuń